Autorski Cykl: Felietony z Rękawa...
Zygmunt Jan Prusiński
PESTKA Z CZEREŚNI...
Odwiedzili mnie bracia. Jarosław i Marek Paul. Ich skarga słuszna, bo są przez straż miejską przy ratuszu w Słupsku osaczeni; nawet im piernąć nie wolno pod gołym niebem.
Historia ciekawa.
Bracia kupili sobie pół kilo czereśni. Ich odwieczni wrogowie, funkcjonariusze SM od tow. Kobylińskiego mają wciąż za zadanie - za pieniądze podatników pilnować braci Paul. O ciągłej nagonce wie i broni ich w sądach adwokatka Anna Bogucka-Skowrońska, wciąż nie rozumiejąc o co chodzi, broni ich praw.
Oczywiście że są naruszone prawa obywatelskie, bo przecież bracia Paul są wolnymi ludźmi a (ich ojczyzna) jest wolna tam gdzie i oni są... Mogą być pod ławeczką i na ławeczce. Mogą być pod drzewem i na drzewie. Mogą być i w piekarni i w rzeźni i w aptece. Ba, mają prawo być i w komisariacie, czyż nie tak.
Ale bracia są inwigilowani z jakimś uczuciem nienawiści przez tych, którzy noszą orzełek z koroną na czapeczkach, noszą nasze i braci mundury, które właśnie z podatków im kupuliśmy. Oczywiście buty, skarpety, kalesony, majtki, chustki do nosa także. Więc dlaczego uparcie szpiegują, co ci bracia Paul robią ?
Oto obrazek:
Marek Paul jedząc pierwszą czereśnię zrezygnował jednak z pestki, więc ją wypluł. Pestka spadła na tow. Kobylańskiego Macieja teren co się zwie placem Zwycięstwa, ja zmieniłem tę nazwę na Plac Nędzników... I oto, jak wrony idące za pługiem w polu, to czarni ze straży miejskiej szli za braćmi. Tę scenkę z filmowali i jako dowód przekazali ten filmowy materiał do protokołu w sądzie grodzkim.
Za pestkę z czereśni - wypadnietą z ust szczerbatego człowieka grozi braciom Paul wielki wyrok...
A jednak mam pretensję do Jarosława...
Przecież drugi z braci mógł zabezpieczyć przed upadkiem o bruk, choćby papierową torebkę lub i kuchenną drewnianą łychę mieć przy buzi swojego brata Marka, żeby nie zaśmiecać słupskiego grodu nad Słupią.
21.11.2009 r.


Komentarze
Pokaż komentarze