4 obserwujących
50 notek
60k odsłon
  1057   0

Trybunał Konstytucyjny: wróg wolności słowa

Tekst dostępny także pod adresem http://bartlomiejkozlowski.pl/doda.htm, dalej link do wersji PDF


We wtorek 6 października 2015 r. korzystając ze strony internetowej Trybunału Konstytucyjnego obejrzałem rozprawę, podczas której Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał skargę konstytucyjną Doroty Rabczewskiej „Dody” dotyczącą przepisu kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych. Niestety, jak zresztą się spodziewałem, Trybunał Konstytucyjny uznał, że art. 196 k.k. w tym zakresie, w jakim stanowił podstawę do wydania wyroku skazującego w jej sprawie (1), tj. takim, w jakim penalizuje on obrażenie uczuć religijnych innych osób poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej i przewiduje za to karę grzywny jest zgodny z Konstytucją (w myśl art. 196 k.k. przestępstwo obrazy uczuć religijnych może być popełnione także poprzez znieważenie miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych; Trybunał nie badał konstytucyjności wspomnianego przepisu w tym zakresie jako że „Doda” nie została skazana za znieważenie miejsca kultu religijnego).

Jak łatwo się można domyślić – a w każdym razie może domyślić się ktoś, kto czytał jakieś moje teksty na temat wolności słowa i jej granic, zamieszczone czy to na moim blogu w Salonie24, czy też na prowadzonej przeze mnie stronie internetowej  – w tym m.in. tekst odnoszący się do głośnej przeszło rok temu „afery” wokół wystawienia sztuki „Golgota Picnic”, bądź znajdujący się w tej chwili już od naprawdę wielu lat ma mojej stronie internetowej artykuł „Przestępstwo ‘obrazy uczuć religijnych’ a wolność słowa” – nie zgadzam się z opinią Trybunału Konstytucyjnego, że art. 196 k.k. nie narusza Konstytucji. Nie będę tu wałkował wszelkich możliwych (czy może raczej znanych mi, lub wyobrażonych przez mnie) problemów, jakie wiążą, czy też mogą wiązać się z obecnością w polskim prawie przepisu, o którym jest tu mowa (nie będę się więc tu zajmował np. tym, co to są „uczucia religijne” co to jest – lub może być – „przedmiot czci religijnej” i co może, a co nie może być „znieważeniem” tego „przedmiotu”), chciałbym jednak stwierdzić, że czymś dziwnym wydaje mi się pogląd, iż zagrożenie obrażania uczuć religijnych (dokonywanego poprzez publiczne znieważenie jakiegoś obiektu czci religijnej) karą jest konieczne dla ochrony prawa innych osób do wolności religijnej – i że jeśli chronimy wolność religijną (to chyba oczywiste – wolność sumienia i wyznania to tak samo ważne prawo człowieka, jak prawo do swobody wypowiedzi), to musimy chronić także uczucia religijne, zakazując zachowań powodujących (przynajmniej w sposób umyślny) ich obrazę. Ze stwierdzenia, że zakaz publicznego wypowiadania się o obiektach kultu religijnego, czy odnoszenia się do nich w sposób „znieważający” i powodowania przez to obrazy czyichś uczuć religijnych jest konieczny – czyli nieco inaczej mówiąc, niezbędny – dla ochrony wolności religijnej innych osób implicite bowiem wynika, że im większa jest swoboda wypowiedzi, jeśli chodzi o możliwość bezkarnego wypowiadania obraźliwych, pejoratywnych stwierdzeń o „przedmiotach czci religijnej” (do której to kategorii zaliczyć można nie tylko przedmioty w sensie materialnym – takie, jak – przykładowo – krzyż, hostia czy monstrancja, ale także obiekty kultu religijnego tego np. rodzaju, co Bóg, Maryja, Święci, a biorąc pod uwagę fakt, że art. 196 k.k zabrania obrażania uczuć religijnych wyznawców wszelkich religii – również - dla przykładu - Budda, czy prorok Mahomet) tym mniejsza jest wolność religijna. Zgodzimy się ze stwierdzeniem, że w takim kraju, jak Stany Zjednoczone, gdzie istnienie takiego przepisu prawnego, jak polski art. 196 k.k. (lub czegoś w jakimkolwiek stopniu podobnego do niego) jest czymś praktycznie rzecz biorąc niewyobrażalnym panuje mniejsza wolność religijna, niż w Polsce? A może uznamy, że w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie ma wolność religijnej, skoro takie zachowania, jak te, o których mówi art. 196 k.k. nie podlegają tam karze? I że wolności tej nie ma w każdym kraju, w którym „obraza uczuć religijnych” nie jest penalizowana? Ze stwierdzenia, że karalność obrażania uczuć religijnych jest konieczna dla ochrony wolności religijnej logicznie rzecz biorąc wynika również to, że wolność religijna byłaby jeszcze większa, niż faktycznie jest, w przypadku obowiązywania przepisu jeszcze bardziej nawet restrykcyjnego, niż będący przedmiotem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego art. 196 k.k. Ot, choćby czegoś w rodzaju artykułów 172, bądź 173 kodeksu karnego z 1932 r., które przewidywały – odpowiednio - karę do 5 lat więzienia dla każdego, kto „publicznie Bogu bluźni” oraz karę do 3 lat więzienia dla kogoś,  kto „publicznie lży lub wyszydza uznane prawnie wyznanie lub związek religijny, jego wierzenia, dogmaty lub obrzędy, albo znieważa przedmiot jego czci religijnej lub miejsce przeznaczone do wykonywania jego obrzędów religijnych”. Zgodzimy się chyba jednak, że twierdzenie, iż stopień wolności religijnej jest inwersją stopnia wolności słowa byłoby co najmniej dziwne? Ja w każdym razie nie zgadzam się z twierdzeniem, że obraza uczuć religijnych jest równoznaczna z naruszeniem wolności religijnej (pomijam tu pewne szczególne i prawdę mówiąc raczej hipotetyczne przypadki zachowań obrażających czyjeś uczucia religijne – mam tu na myśli przypadki np. zakłócania nabożeństw, bezpośredniego przeszkadzania innym ludziom w modlitwie, czy bezpośredniego dręczenia innych ludzi poprzez kierowanie wprost do nich stwierdzeń znieważających ich obiekty kultu religijnego i obrażających ich uczucia związane z wyznawaną przez nich wiarą). (2) Niezaprzeczalnie – obraza uczuć religijnych powoduje jakiś rodzaj emocjonalnej dolegliwości u osób, które ową obrazą zostały dotknięte. Dolegliwość, jaka może komuś zostać wyrządzona poprzez obrazę jego uczuć religijnych nie jest jednak czymś zasadniczo różnym od dolegliwości, jaką może komuś wyrządzić np. zetknięcie się z wypowiedzią bądź publikacją skutecznie podważającą jakieś pogląd, w który ten ktoś głęboko wierzy i jest do niego tak silnie przywiązany, że stanowi on jakąś część jego psychicznej tożsamości. Taka dolegliwość niekiedy może być naprawdę poważna. W swym niedawno opublikowanym na Salonie24 tekście „Internet bezpieczny, czy wolny? A może i taki, i taki?” przywołałem casus amerykańskiego fizyko- chemika George’a Price’a (1922 – 1975) u którego lektura artykułu brytyjskiego biologa ewolucyjnego W. D. Hamiltona „The Evolution of Altruistric Behaviour” wywołała takie załamanie psychiczne (spowodowane efektywnym podważeniem wyznawanego przez niego poglądu o naturalnej bezinteresowności ludzi), że popełnił on samobójstwo (przecinając sobie żyły nożyczkami). Nikomu jednak nie przychodzi chyba do głowy, by można było zakazać publikowania np. tekstów naukowych, takich choćby, jak artykuł W. D. Hamiltona o ewolucji zachowań altruistycznych z tego powodu, że ich lektura może przyczynić się do jakiejś dolegliwości emocjonalnej u niektórych ich czytelników – nawet gdyby dolegliwość ta była tak silna, że prowadziłaby do (np.) samobójstwa. Wracając do „obrazy uczuć religijnych”: ktoś, kogo uczucia związane z jego wierzeniami religijnymi zostały obrażone, z pewnością może poczuć się źle. Ale jakby ktoś taki źle się nie poczuł, to mimo wszystko może on nadal wierzyć w co chce – i darzyć kultem znieważony przez kogoś obiekt jego czci religijnej – i praktykować swoją wiarę w taki sposób, w jaki chce to robić. Wolność religijna – czy to w sensie wolności samych wierzeń, czy w sensie wolności praktyk religijnych – nie jest w żaden sposób naruszana poprzez obrazę uczuć religijnych (pomijając może szczególne i raczej hipotetyczne przypadki obrażania tych uczuć, o których była mowa powyżej). Wyrażony przez Trybunał Konstytucyjny pogląd, że zakaz obrażania uczuć religijnych jest konieczny dla ochrony wolności religijnej, z którą według Trybunału ściśle związane są uczucia religijne jest więc moim zdaniem nietrafny.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka