Blog
In dubio pro libertate
Bartłomiej Kozłowski
Bartłomiej Kozłowski "Civil Libertarian"
2 obserwujących 37 notek 42312 odsłon
Bartłomiej Kozłowski, 18 maja 2018 r.

Zaostrzyć kary za propagowanie faszyzmu?

234 1 0 A A A

Tekst dostępny także pod adresem http://bartlomiejkozlowski.pl/fascism.htm, dalej link do wersji PDF


Jak wynika z przeprowadzonego jeszcze w styczniu 2018 r. przez SW Research dla serwisu www.rp.pl sondażu, 75,4% Polaków jest za tym, aby zaostrzyć kary za propagowanie faszyzmu w Polsce. 15,3% nie ma na ten temat jasno określonego zdania, 9,3% jest przeciwko (zob. http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/180129526-Sondaz-Jak-karac-propagowanie-faszyzmu-w-Polsce.html).

Ze swoimi poglądami w kwestii tego, czy „propagowanie faszyzmu” powinno – czy też nie powinno – być karalne należę do tych 9,3%. Zachodzi przy tym jeszcze pytanie: jakie są procenty w tych 9,3%? Jaka część ludzi nie uważających, że kary za propagowanie faszyzmu (obecnie do 2 lat więzienia) powinny zostać zwiększone po prostu jest zdania, że kary przewidziane przez obowiązujące prawo są wystarczające, ale nie chce bynajmniej ich zniesienia czy nawet złagodzenia? Jaka część uważa – tak jak ja – że „propagowanie faszyzmu” (czy innego ustroju totalitarnego, czego również zabrania kodeks karny) nie powinno być uważane za przestępstwo, gdyż zakaz taki stanowi nieuzasadnione ograniczenie wolności słowa? Jaka część wreszcie jest przeciwko karaniu za „propagowanie faszyzmu” – ale nie dlatego, iż uważa, że wolność słowa powinna obejmować nawet takie wypowiedzi, których treścią jest propagowanie faszyzmu czy też innych ustrojów totalitarnych, ale dlatego, że sama jest faszystami lub uważa, że faszyzm – czy to w sensie historycznym, czy w sensie współczesnych poglądów neofaszystowskich – nie jest niczym złym? Odpowiedzi na te pytania nie znam, ale przypuszczam, że ze swoimi liberalnymi poglądami w tej kwestii należę do bardzo mizernej mniejszości. 

Czy mnie to boli? Niespecjalnie – z tego, że moje poglądy odnośnie właściwego zakresu wolności słowa, które wielokrotnie wyrażałem na tym blogu i na swojej stronie internetowej są poglądami w Polsce zdecydowanie mniejszościowymi zawsze doskonale zdawałem sobie sprawę. Przede wszystkim zaś, większość nie musi mieć racji. Czasem rację może mieć mniejszość – nawet znikoma mniejszość.

Aby jednak stwierdzić, dlaczego większość polskiego społeczeństwa nie ma racji w kwestii tego, że należy karać za „propagowanie faszyzmu” lub tym bardziej, że kary za propagowanie faszyzmu należy zwiększyć trzeba wpierw powiedzieć, dlaczego większość ludzi wyznaje w tej kwestii takie, a nie inne poglądy. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak jest, jest prosta: faszyzm – wie to każdy, kto w elementarny sposób zna historię – był czymś zbrodniczym. Doprowadził (podobnie zresztą, jak komunizm) do śmierci milionów ludzi i cierpień jeszcze większej ich liczby. Propagowanie czy pochwalanie (co już nie jest w sposób jasny prawnie zakazane – propagowanie faszyzmu to przekonywanie do faszyzmu, pochwalaniem faszyzmu może być jakiekolwiek pozytywne odniesienie się do faszyzmu, nawet bez ambicji przekonania do niego kogokolwiek) faszyzmu jest bez wątpienia rzeczą wysoce naganną moralnie i w „naturalny” - można by powiedzieć - sposób wywołującą wołania o jego zakaz.

Jeśli jednak większość ludzi jest zdania, że propagowanie faszyzmu powinno być karalne dlatego, że jest ono czymś wywołującym złowrogie skojarzenia, to zachodzi pytanie, czy w państwie, w którym zasadniczo rzecz biorąc szanuje się wolność słowa – a więc także propagowania poglądów nieaprobowanych, czy nawet potępianych przez większość społeczeństwa – coś takiego powinno być uważane za powód do tego wystarczający. Przede wszystkim wydaje się, że w respektującym swobodę ekspresji państwie powodem prawnego zakazu jakichś wypowiedzi nie może być to, że wypowiedzi te wywołują negatywną reakcję emocjonalną ze strony jakiejś części ludzi, w tym nawet ich większości. Potrzeba do tego czegoś więcej: trzeba uznać, że wypowiedzi, których chce się zakazać są czymś niebezpiecznym, mogącym prowadzić do konkretnego zła – np. przemocy – czy też szkodliwym, krzywdzącym ludzi innych, niż ich autorzy.

Czy taka okoliczność zachodzi w przypadku „propagowania faszyzmu”? Odnośnie tak postawionego pytania od razu trzeba stwierdzić, że „propagowanie faszyzmu” nie należy do tej kategorii wypowiedzi, które powodują – jak się to mówi w znanej doktrynie amerykańskiej – wyraźne i bezpośrednie niebezpieczeństwo doprowadzenia do istotnego zła, czy to w postaci stworzenia faszystowskiego reżimu, czy też w postaci czynów, które po części mogą mieć źródło w tym, że ich sprawcy zostali przekonani do „faszystowskich” poglądów – takich np. jak akty przemocy na tle nienawiści narodowościowej czy rasowej. Ustrój faszystowski – lub inny totalitarny – nie powstanie po prostu i wyłącznie z tego powodu, że ktoś będzie propagował faszyzm (czy inny totalitaryzm). Aby tak się stało propagatorzy faszyzmu musieliby albo przekonać do tego większość – a przynajmniej bardzo znaczną część - społeczeństwa, i wygrać wybory – albo przekonać do tego armię i doprowadzić do wojskowego zamachu stanu, czy też wreszcie samodzielnie podjąć walkę zbrojną i objąć władzę siłą. Czy można mieć poważną i opartą na realistycznych przesłankach obawę, że propagowanie faszyzmu – w przypadku, gdyby było czymś prawnie dopuszczalnym – mogłoby do czegoś takiego doprowadzić?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Warszawiak "civil libertarian" (wcześniej było "liberał" ale takie określenie chyba lepiej do mnie pasuje), poza tym zob. http://bartlomiejkozlowski.pl/main.htm

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Trzeba odróżnić od siebie dwa występujące w przepisach prawnych zapisy: "kto publicznie"...
  • Dzięki za komentarze… a teraz mój komentarz do tych komentarzy. Zgadzam się, że czyn Piotra...
  • @BARTŁOMIEJ KOZŁOWSKI (sorry, że dwa razy umieściłem ten komentarz, ale wydawało mi się,...

Tematy w dziale Polityka