59 obserwujących
306 notek
504k odsłony
  746   7

RPO już pokazuje swoją bezużyteczność

    Nigdy nie zaakceptowałem atrapy „praworządności” jaką jest kosztowna i bezużyteczna, wręcz szkodliwa, instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich. Jeśli nastąpi kiedyś zmiana Konstytucji (oby jak najprędzej), skasowanie artykułów od 208 do 212 będzie prostym i bardzo racjonalnym aktem kończącym fikcję, która trwa już trzy i pół dekady. Instytucja RPO została ustanowiona w 1987 roku przez W. Jaruzelskiego, którego powszechnie znana „troska o prawa obywatelskie” wyznaczyła rozpoczynającą się serię monstrualnych oszustw, przygotowujących Polskę do zmian, w których trzeba było bardzo wiele zmienić, by utrzymać władzę w tych samych rękach, dzieląc się jedynie ze swoimi agentami upozowanymi na tzw. „legendy Solidarności”. Prof. Ewę Łętowską powołano na pierwszego RPO, bo potrafiła pleść prawniczą bawełnę w mediach i nie przeszkadzała w trwającym wciąż naruszaniu praw obywatelskich. Nie wiem co robiła jako RPO, ale nie słyszałem jej głosu krytycznego wobec władz, ani nie widziałem działań, gdy nastąpiły drastyczne przypadki zabójstw księży.
    Potem też nie wiem, co robili kolejni prawnicy powołani na urząd RPO, nie mogę natomiast wykluczyć, że jakimś nieznanym, pojedynczym obywatelom pomogli zyskać kawałek sprawiedliwości. Jest jednak pewne, że wszystkie te interwencje nie byłyby potrzebne, gdyby aparat sprawiedliwości działał poprawnie. Nie ma takich praw obywatelskich, o których przestrzeganie nie można się upomnieć drogą sądową przeciw państwowym instytucjom. Jednak praktyka do dzisiaj pokazuje, że polskie sądy w ogóle nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością i potrzebna jest fikcja RPO. Miałem nadzieję, że kadencja RPO Adama Bodnara zakończy legendę tej instytucji, bo każdy mógł dostrzec, że jego działania były karykaturą, a nawet zaprzeczeniem prawom obywatelskim. Z mojego punktu widzenia większość jego wystąpień i interwencji było naruszaniem moich praw obywatelskich, a zwłaszcza prawa do godności. Szkoda słów, by pokazywać jak wielkim kłamstwem były jego obietnice o bezstronności politycznej, a potem wystąpienia, w których wtrącał się w najbardziej bezczelny sposób w politykę i przekraczał w rażący sposób kompetencje RPO.
    Z zainteresowaniem oglądałem batalię związaną z wyborem kolejnej postaci na urząd RPO i z satysfakcją przyjmowałem niepowodzenie pięciu prób uzgodnienia kandydata. Z satysfakcją, ponieważ uznałem, że niemożność powołania na ten urząd kandydata, którego nie akceptuje opozycja i swoisty pat związany z tym wyborem, może doprowadzić do uznania, że artykuły Konstytucji o urzędzie RPO nie mogą być spełnione, zatem natura procesów politycznych praktycznie uczyni je prawnie nieważnymi. PiS moim zdaniem popełnił błąd zgadzając się na polityczne ustępstwo, które doprowadziło do powołania Marcina Wiącka na urząd RPO. Mimo jego zapewnień, w podobnym stylu do zapewnień Bodnara, o bezstronności, o politycznej neutralności i o uczciwym podejściu do roli RPO, ani przez chwilę nie wierzyłem, że tak będzie, gdyż reputacja prawników wywodzących się z UW nie pozwoliła mi w to wierzyć.
Zaledwie miesiąc upłynął od objęcia funkcji RPO przez M. Wiącka i już mam pewność, że tak jak za kadencji A. Bodnara, będę ponownie ofiarą działań Rzecznika Praw Obywatelskich, który w istocie ogranicza i narusza moje prawa obywatelskie. Wypowiedzi i działania RPO M. Wiącka skłaniają mnie do sformułowania zarzutów, których nawet mu nie przekażę, bo prywatnie, jako pojedynczy obywatel Rzeczypospolitej, już zdjąłem go z funkcji RPO , nie uznając pożytków z tej instytucji.

W wywiadzie ( w TVN24, a jakże), zapytany o reasumpcję głosowania przeprowadzoną przez marsz. E. Witek nie odmówił odpowiedzi i szeroko się wypowiedział, mimo że sprawa dotyczyła ostrego sporu politycznego, który całkowicie wykraczał poza kompetencje RPO. Co nas obchodzi pogląd RPO na sprawy, które leżą w gestii całkiem innych instytucji państwa, a nienaruszalnym prawem każdego obywatela jest udział w rozstrzyganiu, komu takie decyzje są powierzone. Jakim prawem RPO miesza się do polityki i ferowania ocen, do których nie jest uprawniony.
W tymże wywiadzie i w kilku innych wypowiedziach, a nawet w działaniach współpracowników, RPO zajął się gorącym i aktualnym problemem emigrantów na polsko-białoruskiej granicy. Rodzą się pytania:
1.    Czy Wiącek jest rzecznikiem praw obywatelskich także niepolskich obywateli? Co uprawnia go do zajmowania się obywatelami innych państw, przebywających na terenie Białorusi i wykazujących chęć nielegalnego wdarcia się na teren Polski?
2.    Sprawa ściśle wiąże się z polityką zagraniczną i to w niezwykle trudnym czasie, w którym nic nie jest wykluczone, nawet wojna. Jakim prawem RPO Wiącek wtrąca się w dziedzinę polityki zagranicznej, w której nie ma żadnej kompetencji, nie ma wiedzy o szczegółach i wchodzi uzurpatorsko na teren spraw, które są zastrzeżone dla rządu i prezydenta?
3.    Sprawa jest też ściśle związana z bezpieczeństwem Polski i jej obywateli. Jakim prawem RPO Wiącek podejmuje działania, które w konsekwencji mogą narazić bezpieczeństwo obywateli Polski? O prawo do bezpieczeństwa dbają wyspecjalizowane służby, wojsko każdego rodzaju, rząd i prezydent – nie ma tutaj żadnej roli dla RPO, tym bardziej nie ma miejsca dla obniżania poziomu bezpieczeństwa Polaków przez wtrącanie się w obowiązki dobrze wypełniane przez upoważnione do tego instytucje.

Rzecznik Praw Obywatelskich M. Wiącek do dymisji!         

                  

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale