62 obserwujących
330 notek
529k odsłon
  306   2

Wypełnię przerwę

Ktoś mnie pochwalił za teksty pisane przed laty na portalu Ojczyzna.pl w dziale „Zapiski Polaków”, a ja wzruszyłem się, że ktoś to jeszcze pamięta. Pisałem tam w okresie od początku maja 2006, aż do końca lutego 2011, ale po nagłej śmierci wspaniałego twórcy portalu w połowie grudnia 2009 śp. Zbigniewa Łabędzkiego było już tylko kilka tekstów.
Portal Ojczyzna niestety od dawna nie funkcjonuje, a nawet archiwa portalu są niedostępne. Ja wszystkie moje teksty mam w swoich zbiorach, żadnego bym dzisiaj nie zmienił, mimo że są żywymi komentarzami na temat bieżących wówczas politycznych wydarzeń.
Stwierdziłem, że mogę wypełnić zapowiedzianą przerwę mojej aktywności w S24, przypomnieniem niektórych z tych dawnych tekstów. Dla tych, którzy zachowują w pamięci ówczesne wydarzenia może to być ciekawa lektura. Nie spodziewam się wielu Czytelników, tym bardziej nie oczekuję natłoku komentarzy. Zapiski są ponumerowane, więc będzie wiadomo ile opuszczam jako mniej ważne. Na początek pierwszy i czwarty.



R.Broda -zapisek 1.-2 maja 2006


Z radością witam nową inicjatywę Zbyszka Łabędzkiego. Z chęcią będę przesyłać swoje uwagi, spostrzeżenia i komentarze w formie krótkich zapisów, na ile czas pozwoli i na ile starczy cierpliwości Zbyszkowi i Czytelnikom.
Sprawy w Polsce toczą się w takim tempie, że nie ma możliwości, by reagować wyczerpującymi tekstami, ale często myśli się tłoczą i dobrze móc je przekazywać. Jeśli emocje poniosą i coś wyjdzie nie tak, to proszę pozwolić na skorygowanie po stosownym czasie – zapiski przecież mogą też być świadectwem procesu myślenia, z całą jego dynamiką.

Najważniejszą dzisiaj sprawą jest medialny i rzeczywisty zamęt wokół Radia Maryja, sprowokowany nieznanym szerzej listem z sekretariatu stanu z Watykanu, który to list spuścił ze smyczy wszystkie demony. Klarowne, publiczne wystąpienie J.Kaczyńskiego podniosło temperaturę, ale było ono bardzo pożyteczne –JK powiedział to, co trzeba w imieniu wielu z nas, a pokazał jednocześnie, jak łatwo wypowiedzieć prawdę, jak jest ona przekonująca, gdy używa się prostego języka i argumentów wspartych faktami, które każdy z łatwością dostrzega. Moim zdaniem było to dla biegu spraw w Polsce jedno z bardziej znaczących wystąpień, a nie zawiodłem się, gdy natychmiast pojawiły się gniewne reakcje, które podkreśliły jego wagę.
W tekście Bohdana Cywińskiego w Tyg. Solidarność,  w którym autor, z bardzo słabym rozeznaniem sprawy, salonowo „pochyla” się nad problemem Radia Maryja, jest cierpka uwaga o politykach, którzy wyczuwają okazję i używają RM dla swoich celów. Oczywiście, JK musiał dostrzec pożytek RM dla sprawy, o którą jako polityk zabiega –  ale myślę, że dopiero od czasu kontaktu z radiem w kampanii wyborczej, w biegu zaczął sam odkrywać  istotę siły tego radia i doceniać ideowe pokrewieństwo. Siła Radia nie wynika ze skupienia wokół głośników sfrustrowanych, nie rozumiejących świata słuchaczy, jak przedstawiają to przeciwnicy radia – jest wręcz odwrotnie, wokół radia skupiają się ludzie, którzy potrafią odkrywać prawdę wcześniej niż inni. Cóż począć, że tzw. „inteligencja”, ta stadna, o której stan ducha Cywiński tak bardzo się troszczy, jest jak zwykle opóźniona w interpretacji zachodzących procesów.  Rodzina Radia Maryja – to jest niewątpliwie zalążek Narodu, który rośnie w oczach. Może dzieje się to zbyt wolno, ale procesu już nikt nie zawróci.
Mimo dramatyzmu sytuacji, uważam, że wojna z Radiem Maryja przeszła tym razem przez apogeum, bo użyto już maksimum dostępnych środków, by radio zniszczyć. Teraz czas pracuje na naszą korzyść, mimo że trzeba być przygotowanym na kolejne niespodzianki. Tak jak zakorzenioną Solidarność można było zniszczyć wyłącznie przemocą, tak i teraz wrogom Polski tylko ten środek pozostał - chwała Bogu, jest on na razie niedostępny.
Zarzuty wobec Radia są niepoważne.
 Ten o wspieraniu konkretnej opcji politycznej nie rozpoznaje prostego faktu, że fale Radia, zgodnie z ewangelicznym dążeniem do prawdy, zawsze było udostępniane tym, dla których nie było miejsca w innych mediach, a mieli coś do powiedzenia w polskich sprawach. To, że paradoksalnie, politycy rządzący muszą kontaktować się ze społeczeństwem za pośrednictwem Radia Maryja, jest najbardziej dosadnym oskarżeniem innych mediów, zwłaszcza mediów publicznych. Przecież my widzimy na co dzień tę trudną do zniesienia nierówność.
 Natomiast, oskarżenie o „antysemityzm” kompromituje autorów takich oskarżeń. Szczerze mówiąc wstydzę się za poziom intelektualny i moralny tych, którzy doszukują się antysemickich wydźwięków w felietonie Michalkiewicza. Wstyd ten dotyczy też oskarżeń o wypowiedzi radiosłuchaczy. Prowokatorzy, czasem rozpoznawalni, którzy korzystają sporadycznie z anteny, by dać pożywkę oskarżycielom, są ceną jaką Radio Maryja płaci za otwartość na słuchaczy i o tym nie można nie wiedzieć. Nie wierzę też, by tropiciele antysemityzmu nie zauważali licznych i skrajnie antysemickich wypowiedzi na forach internetowych GazetyWyborczej, czy Onetu, które są całkowicie kontrolowane przez administratorów dopuszczających z premedytacją w pisemnej formie takie wypowiedzi.  
  Z kryzysowych sytuacji płyną też pożytki, bo w kryzysach szczególnie intensywnie przejawia się prawda o uczestnikach życia publicznego. Od dziennikarzy, których już znamy na wylot, publicystów typu Szostkiewicza z Polityki, Zająca z TP, czy Wiślickiego z Więzi , poprzez polityków, jak R.Giertych, którego niektórzy dopiero teraz rozpoznają, przecierając oczy ze zdumienia, aż po niektórych gniewnych hierarchów, którzy już niczym nie zaskakują.
Obserwuję, odnotowuję i zapamiętam.            


R.Broda –zapisek4 - 9 maja 2006

Przed referendum akcesyjnym nęcono Polaków, zwłaszcza młodzież perspektywą pracy w krajach UE. Jedynym problemem agitatorów było: ile krajów otworzy swój rynek pracy dla Polaków i kiedy to otwarcie nastąpi.
Pozwalam sobie przytoczyć obszerny fragment mojego artykułu („Koronne argumenty przed referendum”) napisanego na pół roku przed referendum akcesyjnym.

„……Czy z punktu widzenia interesu Polski i Polaków można w ogóle pojąć tak mocno akcentowaną argumentację związaną z możliwością podjęcia pracy w krajach Unii? Czy doszliśmy już do takiego absurdu, że taka właśnie perspektywa jest przyjmowana jako przynęta ?  Może sztuczne powiększanie bezrobocia w Polsce ma na celu przyjęcie nawet tego absurdalnego argumentu przez zrozpaczonych ludzi pozbawionych możliwości pracy. Czy ludzie, często młodzi ludzie, podatni na takie argumenty, nie chcieliby raczej usłyszeć wręcz odwrotnej oferty?  Kochani! Zbudujemy taką Polskę, że nie będziecie musieli się tułać po świecie w poszukiwaniu lepszych warunków. Będziecie podróżować poza Polskę, aby poznawać świat, inne kultury, ciekawych ludzi, także, aby uczyć się, nabierać doświadczeń. Ale będziecie pracować w Polsce i dla Polski, bo tutaj znajdziecie najlepsze warunki, bo tu będziecie chcieli powracać, gdzie są wasze korzenie, tutaj będziecie się czuć najlepiej. Doprawdy, trudno zrozumieć moc tego, tak często powtarzanego argumentu, którego rozszyfrowany przekaz brzmi: „W Polsce długo nie będzie lepiej, tu się niczego nie dorobisz, ale za to będziesz mógł z Polski wyjechać i pracować dla innych. To przecież nasza specjalność. Dawniej wyjeżdżali Polacy na saksy, płynęli za chlebem przez ocean, najmowali się do czarnej roboty; później, dla dobrze sprawujących się organizowaliśmy robotę w NRD, w Libii, Algerii, nawet w Rosji, a dzisiaj, jeśli powiesz „tak” w referendum, my otworzymy wszystkim drogę poza Polskę. Tylko się przygotuj, musisz wykształcić się w Polsce, nauczyć języków, a jak chcesz zarobić na życie, to możesz wybrać każdy kraj poza Polską, dla którego chcesz pracować. Być może nie wszyscy znajdą godną i dobrze płatną pracę, ale gospodarze docenią każdego utalentowanego i przedsiębiorczego Polaka, który przyczyni się do rozwoju ich kraju. Jeśli jesteś młody to nie warto zostawać w Polsce,  my w odpowiednim momencie zgasimy tu światło……”

Z politowaniem patrzę dzisiaj na tych samych ludzi, którzy wtedy tak właśnie agitowali bez  wyobraźni o tym, co nastąpi, a dzisiaj alarmistycznie i z udawaną troską boleją publicznie nad odpływem z Polski młodych, wykształconych Polaków. Niektórzy młodzi ludzie, jak ów student medycyny uczestniczący w proteście lekarzy, tak bardzo uwierzyli w swoją wyjątkowość, że „straszą”: „jeśli mi nie zapewnicie dobrej pensji, to wyjadę”. Nie potępiam ich, przecież sam to przewidywałem – jednak mi ich żal, bo wiem, że nadejdzie czas, gdy ten brak cierpliwości uznają za swój życiowy błąd.  
Jeszcze nie pora, aby podsumować rzetelnie skutki akcesji Polski do UE, ale ten przykład ukazuje „mądrość głupców po szkodzie”. Jednego byłem wtedy i jestem teraz, pewien – gdyby Polacy odmówili akcesji w referendum, natychmiast rozpoczęłyby się intensywne zabiegi, by Polaków przekonać do akcesji. Wtedy mielibyśmy o wiele lepszą pozycję negocjacyjną i szczyptę czasu, by się do tej akcesji lepiej przygotować. Upadek polityczny komunistów, zablokowanie skrajnych liberałów PO i zapoczątkowanie naprawy, nastąpiłyby też znacznie wcześniej.
 






Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale