kreditor kreditor
252
BLOG

The Prodigy - Invaders Must Die

kreditor kreditor Kultura Obserwuj notkę 3

23 lutego wchodzi do sklepów nowa płyta "The Prodigy", na którą trzeba było czekać niemal 10 lat, bo "Always Outnubered Never Outgunned" - nagrana na laptopie w niepełnym składzie - nie liczy się wg mnie jako album "The Prodigy". O ich muzyce mógłbym chyba napisać 1000 stronicowy elaborat, bo od "The Prodigy" zaczęła się moja przygoda z muzyką elektroniczną, która wciąż trwa mimo, że upłynęło już kilkanaście lat. Od tamtego czasu przesłuchałem kilkanaście tysięcy utworów, kupiłem kilkaset płyt CD i winyli, ale wciąż "The Prodigy" jest w mojej pierwszej trójce. Nie wiem na czym polega ich geniusz muzyczny, czy chodzi o to, że pierwsi dostrzegli potencjał, jaki tkwi w dynamice rocka, która zestawiona z elektronicznymi samplami, tworzy niesamowitą mieszankę wybuchową, czy o operowanie beatem a przecież od czasu ich dokonań wykształciły się gatunki muzyczne, które zasadzają się wyłącznie na zabawie beatem, czy też o to, że ich muzyka jest tak niepokojąca. Może też o to, że pomimo statusu gwiazdy pop, nigdy nie poszli na kompromis z mainstreamowym gustem i wychodzili z założenia, że robią taką muzykę, jaka się im podoba. Pierwsze dwie płyty "The Prodigy" kojarzą mi się przede wszystkim z otwarciem na muzykę elektroniczną, o  której istnieniu w połowie lat 90tych miałem średnie pojęcie, z pierwszymi wakacyjnymi wyjazdami z kumplami, którzy tak jak ja wchodzili w ten nowy świat, z pierwszymi eksperymentami, z czasem wesołej beztroski. Może właśnie dlatego reaguję tak emocjonalnie na te dźwięki.

Fenomen "The Prodigy" jest trudny do zrozumienia. Trzech ludzi, z których jeden był średnio popularnym DJem, drugi obijał się tańcząc w klubach a trzeci próbował swoich sił jako MC stworzyło kolektyw zdolny do produkowania muzyki sprzedającej się w 16 milionach egzemplarzy. Nie tylko stworzyli nowy gatunek muzyki (Big Beat), ale stali się inspiracją dla wielu innych. Ich kawałki należą do najczęściej remiksowanych, jeśli chodzi o muzykę taneczną. Można powiedzieć, że z jednej strony wyprzedzili swoją epokę, a z drugiej stworzyli pewną epokę w muzyce tanecznej.

Pierwsze przesłuchanie "Invaders Must Die" odbyłem w mało sprzyjających warunkach. Po drugim uznałem, że to jest kompletne dno i kolejny dowód na koniec "The Prodigy". Po trzecim, że album jest niezły. Dzisiaj, po kilkunastu, uważam, że to jest płyta, którą można śmiało porównywać z "The Fat Of The Land". Nie podejrzewam członków "The Prodigy" o jakieś filozoficzne wysublimowanie, ale każda z ich płyt wiele mówi o swoim czasie. Pierwsza "The Experience" była podzwonnym dla epoki rave. Na początku lat 90tych Wielka Brytania pławiła się w muzyce tanecznej opartej na prostych samplach, jednostajnym albo rzadziej połamanym beacie idealnym dla konsumpcji extasy i podobnie działających substancji. "The Experience" bawi się tą konwencją, doprowadzając ją do przesady, przetwarzając i traktując jako element muzyki tanecznej a nie jej podstawę. "Music For The Jilted Generation" to płyta, w której  definitywnie da się odczuć nadejście mrocznych czasów. Okres, gdy rząd Wielkiej Brytanii wydał wojnę nielegalnym imprezom, gdy okazało się, że extasy nie jest tak bezpieczne, jak się wydawało, że hedonistyczny styl życia oparty na przemieszczaniu się z imprezy na imprezę, może prowadzić do opłakanych skutków,  bardzo odbija się na tonacji tej płyty. Takie kawałki jak "Their Law", "Poison", czy "No Good" to obraz stanu ówczesnej kultury tanecznej. "The Fat Of The Land" to już pełny mariaż z rockiem i z drugiej strony muzyka obawy przed nadchodzącym millenium z niesamowitym tytułowym "Smack My Bitch Up" - kawałkiem wzbudzającym idiotyczne protesty środowisk kobiecych - kompletnie nieuzasadnione w świetle wiele tłumaczącego teledysku.

W Invaders Must Die "The Prodigy" cytują samych siebie. To jest płyta, w której mocno  pobrzmiewa echo "The Experience": jest wiele sampli z wczesnych lat 90tych, pozorne odwołania do prostych linii melodycznych, przesterowane damskie wokale. Są też odwołania do kawałków, które zbudowały historię "The Prodigy", takich jak "No Good" (odwołaniem jest "Warriors Dance"), czy "Outer Space" (odwołaniem jest "Thunder"). Wciąż jest obecne to, co najbardziej charakterystyczne dla "The Prodigy" - różnicowanie dynamiki każdego utworu, co stanowiło rewolucję w muzyce tanecznej opartej do tej pory na jednostajnym tempie. Wciąż jest obecne rockowe przybrudzanie czystych elektronicznych dźwięków. Wciąż muzyka "The Prodigy" stanowi nieskrępowaną zabawę konwencjami muzyki elektronicznej. Czy ten album mógłby być lepszy? Muzyka taneczna jest bardzo "ponowoczesnym" zjawiskiem w tym sensie, że stanowi ciągłe przetwarzanie tego co już było. Dlatego  bardzo trudno jest stworzyć coś absolutnie świeżego. Epokę w takiej muzyce można stworzyć tylko raz, bo to jest wynik przypadkowych okoliczności połączonych z muzycznym geniuszem. Dlatego dzisiaj nie da się stworzyć muzyki tanecznej, "jakiej jeszcze nie było". W tym sensie "The Prodigy" przetworzyli najlepsze, co mogli, czyli samych siebie.

 Invaders Must Die

kreditor
O mnie kreditor

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura