2 obserwujących
83 notki
40k odsłon
62 odsłony

Magiczne słowo „może”

Wykop Skomentuj

Od kilku miesięcy w mediach obserwuje się wzmożone stosowanie pewnego skrótu myślowego, który pojawia się zwykle w przekazach o koronawirusie. Najczęściej występuje przy informacji podawanej przez tzw „naukowców”, lub podczas briefingów ministra zdrowia. Słowo klucz owego skrótu to „może” stosowane przy opisie możliwości wirusa. Tak więc słyszymy, że zakażeni bezobjawowi „mogą” zarażać innych, lub że odległość bezpieczna 2m „może„ nie być wystarczająca albo z kolei, że wirus może zachować swoje groźne właściwości nawet przez 2 dni poza ciałem ludzkim. Ponieważ słyszę podobne stwierdzenia wielokrotnie w ciągu dnia, liczba zastosowań takiej formuły może iść w setki. Jednak istnieje bardzo wyraźny mianownik wszystkich takich przypadków. Otóż twierdząc że coś „może” się przydarzyć, zwykle nie zastanawiamy się nad prawdopodobieństwem zaistnienia zdarzenia i tutaj magiczne słowo „może” każe nam się skupiać na  obrazie cierpiącej wnuczki, której dziadek zmarł pod respiratorem, niezależnie od tego, że wokół tej córki są setki tysiące innych, których ten przypadek nie dotyczy. Myślę że takie jest właśnie prawdopodobieństwo wszystkich tych przypadków okraszonych słowem „może”: jeden na  kilkaset tysięcy.

Żeby cała awantura wokół obecnej epidemii nie wyglądała po prostu śmiesznie, stosuje się testy na wykrywanie korony o niezbyt wiarygodnej prawdziwości wskazań, aby pokazać tendencje epidemii, które jednak są ściśle zależne nie od ilości nowych zakażeń, ale od ilości przeprowadzonych testów. Sam minister zdrowia, w pewnym wywiadzie z przed miesiąca bronił się przed zarzutem o braku badań przesiewowych, tym, że faktyczne przypadki zakażeń „mogłyby utonąć w morzu fałszywych pozytywnych testów”.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości