Owszem, udało się nam bardzo zręcznie zamienić wyższą kulturę na kulturę dla mas... Choć właściwie nie funkcjonuje już obecnie pojęcie ,,sztuki/kultury dla mas". Czemu? Bo wydźwięk tego wyrażenia jest zdecydowanie pejoratywny. Tak się przyjęło i nasze nota bene mass media nie używają tego określenia. Wyewoluowało ono przez lata do ,,pop kultury". W tej formie nie uraża ono już niczyich uczuć, czy ambicji. Nie ma co ukrywać - aktualnie wysoka kultura nie ma powodzenia wśród młodych ludzi. Może w nielicznych przypadkach. Wszyscy jesteśmy w sidłach kultury masowej. Nie wyrwiemy się już z tego niewątpliwie nieudanego dzieła człowieka. It is alive!Z dnia na dzień macki kultury masowej coraz głębiej wdzierają się do naszych domostw, w nasze mózgi. Ale lepiej usłyszeć, że to pop kultura, prawda? ,,-No, kultura popularna... To jest dopiero coś!" Wszystko uległo popularyzacji. Jednym z najboleśniejszych przykładów są festiwale. Kiedyś festiwal to było wielkie wydarzenie, noszące przymioty wyższej kultury. Aktualnie? No, wiedzą Państwo jak to wygląda... Festiwal piwa i kiełbasek? Piwa i muzyki pop? Nie będę przebierała w słowach. To jest po prostu żałosne i godne pogardy. Aż szkoda patrzeć na to jak bardzo społeczeństwo zeszło na psy. Emisje na żywo z festiwalu na którym 100 % uczestników jest pod wpływem alkoholu, a jakaś część na pewno pod wpływem narkotyków... Postępująca degrengolada i degradacja człowieczeństwa. Ja wiem, że od wieków w człowieku odzywa się słynne ,,chleba i igrzysk", ale czy na prawde tak nisko upadliśmy, by jedyną formą relaksu były takie imprezy? Wiem, że istnieją festiwale, które utrzymują poziom w miarę dobry, ale nie ma co ukrywać, że te z piwem w roli głównej cieszą się większym powodzeniem. Przykład? Festiwal Gombrowiczowski w tym roku. Międzynarodowe wydarzenie. Teatralne adaptacje dzieł Gombrowicza w wykonaniu różnych grup. I z Warszawy, i ze Szwecji, i ze Słowacji, i z Rumunii... Nawet z Argentyny! I co? Bilety w pewnym momencie osiągnęły cenę 10 zł, z uwagi na to, ze nie było chętnych. Czemu się dziwić skoro nikt z moich rówieśników się nie wybrał... Młodzież woli komercyjne filmy w kinach, albo spacer po Centrum Handlowym. Nie potrzebują pożywki intelektualnej... Jeżeli już jestem przy komercjalizacji, to wspomnę o artystach, którzy się sprzedają... To też jest oblicze pop kultury. Przykładem, który mnie osobiście bardzo zabolał jest Agnieszka Chylińska. Pierwszy wamp rocka (jak to określiła moja mama) zmienił się w coś bliżej nieokreślonego. Nieokreślonego, bo wszystkie gwiazdy pop są takie same. Nie ma wśród nich żadnej indywidualności, są bezpłciowe i nieciekawe. Chylińska mówi, że śpiewa to, co jej w duszy gra. Bzdura. Bujać to my, a nie nas. Jasnym jest, że nową płytę wydała w momencie najlepszym dla jej konta. Mam Talent wyniosło ją na powrót do szołbiznesu, trwa koniunktura na rynku muzycznym sprzyjająca popowi, więc nasz Wamp się sprzedał. Przyznaję, że nie mogłam w to uwierzyć. Lecz cóż zrobić... Jest masa tego typu przykładów i to jest przykre, ale rynek rządzi się swoimi prawami. Jest popyt - musi być podaż, bo to już nie PRL, żeby ludzie potrzebowali, a półki puste...



Komentarze
Pokaż komentarze (8)