krysz krysz
48
BLOG

Teatr jednego jasnowidza i śmierć Zełenskiego

krysz krysz Społeczeństwo Obserwuj notkę 5
Widzę. Widzę, czego inni nie widzą. A może tylko mi się tak śniło.

Zaczynam od razu. Bez wstępu i z dużej rury.

Śmierć Zełenskiego... Ale o tym za chwilę.

Jeżeli zdarzy mi się, że przez trzy dni nie piję, to na czwarty dzień mam umysł jasny. I jasnowidzę. Praktyki podpatrzyłem u Mistrza Jackowskiego. Stosowałem te same rytuały. (Później je ulepszyłem.)

Na początek, podobnie jak on, wpatrywałem się w sufit i tam wypatrywałem przyszłości. Pomimo wielu godzin wpatrywania się w sufit nic poza sufitem nie widziałem. Zmieniłem więc taktykę. Zamiast wpatrywania się w sufit zamykałem oczy i z zamkniętymi oczami wpatrywałem się w przyszłość.

Efekt był zaskakujący.

Dla wzmocnienia obrazu wydaję różne dźwięki. Częściowo wydobywają się one z mojej gęby, a czasami z innego otworu, w który Pan Bóg mnie zaopatrzył, tworząc mnie na podobieństwo swoje.

I właśnie teraz dla Was oddaję się całkowicie jasnowidzeniu. Prawą ręką stukam w klawiaturę, a lewą drapię się po głowie. Raz po głowie, a raz po dupie. A czasami na przemian.

A tu naszła mnie taka filozoficzna dygresja. Dlaczego człowiek nie może się jedną ręką jednocześnie drapać i po dupie, i po głowie? No cóż, człowiek jest tylko człowiekiem i nikt nie jest doskonały.

Ale do dzieła. Do dzieła mojego jasnowidzenia.

Co widzę? Na razie niewiele. Mgła jakaś. Cienie. Zarysy. A nie, przepraszam. To było gówno. Ale teraz obraz zaczyna nabierać konturów.

Widzę tłumy przemieszczające się ze wschodu na zachód. Tłumy olbrzymie idą w poszukiwaniu ciepła i strawy.

Ilu ich jest? Zaraz policzę.

Jeden, dwa, cztery. Tysiąc, sto tysięcy i jeszcze więcej. Jest ich już ponad pół miliona, a ja jeszcze nie skończyłem liczyć.

O! Mam ich teraz. Policzyłem wszystkich. Jest ich dokładnie 932 465,5 sztuk. To ostatnie 0,5 to taki jeden, co wszedł na minę i zostało z niego tylko pół człowieka. Porusza się na samym końcu na wózku inwalidzkim.

Co widzę dalej?

Dalej widzę, jak lud ten nieszczęsny rozlewa się po całej Europie, dzieląc się ze wszystkimi swoją nędzą i biedą. Wnet wszyscy będą tym obdzieleni.

I nastanie czas straszny. Człowiek człowiekowi wilkiem się stanie i ponownie zasiedli  knieje i lasy.

Oj, oj, oj. ( teraz tak tylko tak  jęczę.)

Co teraz widzę? I co teraz słyszę?

Widzę kupę nieszczęścia na terenie Polski, Niemiec i innych mniejszych krajów. I słyszę wyraźnie i głośno. To zgrzytanie zębami. Rozpacz widzę. Rozpacz wszędzie. Nic już nie jest takie, jak było. I takie nie będzie!

A jak będzie?

Ja Wam powiem. Będzie źle.

O! A teraz widzę Zełenskiego. Jakiś drab skrada się ku niemu i zaraz go znokautuje. Tak na amen i wieczne odpoczywanie. Na głowie ma kapelusz i ciemne okulary. Nie mogę rozpoznać, czy to jeden z naszych, czy jakiś Żyd w przebraniu.

Ale kiedy moje zamknięte oczy jeszcze bardziej zamykam, to widzę, że tak być wcale nie musi.

Widzę furtkę, przez którą Zełenski mógłby się uratować. Za furtką widzę budynek. Nad wejściem napis: „Ruska Ambasada w Berlinie”. Napis jest po niemiecku, ale dla Was przetłumaczyłem.

Tam powinien się udać z prośbą o areszt dożywotni w zamian za życie.

Bo żywy Zełenski ma jeszcze dla ruskiego wywiadu znaczenie. Taki żywy zbiornik informacji. Natomiast dla Zachodu taki żywy to tylko kłopot i balast.

Każda gospodyni wie, co się robi ze zużytą i niepotrzebną szmatą do podłogi. W międzynarodowym dialekcie wszystkich wywiadów używa się komendy: DELETE.

O tym, jak kolektywny Zachód, zwany również Zjednoczeniem Chętnych, postępuje z tymi, których kiedyś wspomagał, a później przestali być potrzebni, mogliby się wypowiedzieć Saddam Husajn, Osama bin Laden czy pułkownik Kaddafi.

Gdyby jeszcze żyli.

....................

Dał nam przykład sam Jackowski, jak jasnowidzieć mamy. To człowiek „darem obdarzony". Podobnie zresztą jak i ja.

Jego największym darem jest umiejętność robienia min i pauz dramatycznych. Cała reszta to już kwestia interpretacji. Najlepiej bardzo luźnej.

Krzysztof Jackowski to człowiek, który potrafi zrobić z zamknięcia oczu większe wydarzenie niż niejeden aktor z otwartymi.

Westchnie, zamruczy, spojrzy w sufit i już wiadomo, że „coś widzi". Najczęściej jednak widzi to samo co ja. Czyli sufit.

Albo gówno, a tylko udaje.

Ja, żeby coś zobaczyć, zmieniłem technikę. Zamykam oczy i drapię się po głowie. W skutkach okazuje się to bardziej efektywne. Zamiast sapania wydaję też różne dźwięki. Piski, pojękiwania i inne odgłosy. W zależności od tego, co akurat widzę.

A moje jasnowidzenia są bardziej konkretne.

Zełenski nie dożyje Sylwestra!

Daję za to głowę.


A jak się ma Mistrz Jackowski w zestawieniu z moją skromną osobą?

Przeglądam archiwum Mistrza. To nie jest archiwum przepowiedni. To jest magazyn przyszłości, które nigdy nie nadeszły.

2014

– Wojna w Europie miała być już za progiem.

 – Polska miała stać nad przepaścią.

 – Przepaść najwyraźniej zmieniła adres.

Lata 2015-2018

– Rozpad Unii Europejskiej.

 – Koniec strefy Schengen.

 – Nowy porządek polityczny na kontynencie.

I co? Coś się sprawdziło?

2020

– Wojsko na ulicach.

 – Początek ograniczeń, po których zatęsknimy za dawną wolnością.

 – Listopad i grudzień miały odmienić świat.

2021-2024

– Kolejne odsłony III wojny światowej.

 – Katastrofy gospodarcze.

 – Europa na skraju rozpadu.

 – Polska na granicy chaosu.

III wojna światowa najwyraźniej ignoruje terminy wyznaczone przez Mistrza.

2025

– Nowa epidemia.

 – Dzieci, które nie pójdą do szkoły.

 – Upadek Polski jako państwa.

 – Utrata terytorium.

 – Podział Europy na nowe strefy.

2026

– Wojsko NATO na ulicach.

 – Rozdarcie Polski.

 – Dwie wojny światowe jednocześnie.

 – Rakiety lecące do Polski.

 – Rozpad Europy.

 – Polska pod nadzorem.

 – Światowy chaos w kolejnym, jeszcze bardziej ulepszonym wydaniu.

Podobno jasnowidzenie polega na przewidywaniu przyszłości. Ale to uproszczenie. Mistrz od dawna zajmuje się czymś znacznie trudniejszym: przewidywaniem wszystkich możliwych przyszłości naraz. Dzięki temu zawsze jakaś może się jeszcze kiedyś sprawdzić.

Najnowsze przedstawienie.




Rzecz warta uwagi: w trzy dni 242 465 odsłon i 787 komentarzy.

Dużo to czy mało?

Wystarczająco, żeby coś powiedzieć o kondycji psychicznej przynajmniej części społeczeństwa.

W trzy dni ćwierć miliona odsłon. Ćwierć miliona ludzi przyszło posłuchać człowieka patrzącego w sufit.

Newton miał jabłko.

Einstein miał równania.

Jackowski ma sufit.

I wygląda na to, że sufit wygrywa.

Mądrości ludowe przekazywane z pokolenia na pokolenie. Takie bardzo odkrywcze i pobudzające do myślenia.

Na przykład:

„Co ma wisieć, nie utonie".

Ja bym tę myśl jeszcze bardziej pogłębił, żeby było się nad czym zastanawiać.

Dodałbym:

„A jak utonęło, to znaczy, że nie miało wisieć".

Logiczne. No, nie?


Tak wlasnie działa znaczna część współczesnego jasnowidzenia. Jak przepowiednia się sprawdzi, to dowód daru.

Jak się nie sprawdzi, to znak, że przyszłość zmieniła zdanie.

A jak sprawdzi się częściowo, to tym lepiej. Wtedy można przez następne lata wyjaśniać, co jasnowidz miał naprawdę na myśli.

Dar to  niezwykle praktyczny.

......................................

Na tym kończę dzisiejsze jasnowidzenie. Obraz zaczął się rozmywać. Kontury zniknęły.

I teraz z tego wszystkiego idę się napić. Co mi innego pozostało?


krysz
O mnie krysz

A taki tam sobie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo