1 obserwujący
32 notki
7862 odsłony
  192   1

Jesteśmy Polakami, czy Europejczykami - różne dygresje, przemyślenia, wycinkowe obserwacje

Często słyszy się stawiane pytanie, czy czujemy się bardziej Polakami, czy też bardziej Europejczykami. Zazwyczaj przeciwstawia się sobie te pojęcia, zakładając, że Europejczyk to ten, kto zatracił polskość, a Polak to ten właściwy, który nie uległ pędowi do "eurokołchozu".

W moim odczuciu wiele zależy od tego, jak będziemy spoglądać na sytuację, czy będziemy eksponować podobieństwa między poszczególnymi krajami europejskimi, czy też podkreślać różnice. W ten sposób możemy dojść właśnie do stwierdzenia, że oczywiście jesteśmy przede wszystkim Europejczykami, wiele nas łączy, a te różnice to naprawdę coś drobnego, gdy porównamy się z ludźmi z cywilizacji np. arabskiej, czy też z Dalekiego Wschodu. Z drugiej strony może być też inne spojrzenie, gdy zaczniemy skupiać się na różnych szczegółach naszej historii polskiej oraz polskich doświadczeniach.  Ktoś powie, że doświadczenia polskie wniosły już niewiele, ktoś inny, że wręcz przeciwnie, że  właśnie dodają bardzo dużo, fundamentalne rzeczy, szczególnie cenne. Może to były te wszystkie historie przed rozbiorami, może to co zaszło podczas rozbiorów, może okres drugiej wojny, komunizm, czy lata ostatnie, co z tego ukształtowało nas tak wyjątkowo, że mielibyśmy być inni od innych Europejczyków?

Faktem jest, że historia Polski to zaledwie 1000 lat (no, teraz to już ponad 1050 lat licząc od chrztu), wspólne europejskie podwaliny cywilizacyjne to przynajmniej 1500 lat licząc od bitwy pod Maratonem. Choć może powinniśmy liczyć inaczej, poczynając od wojny trojańskiej,  albo od jakiejś umownej daty początku cywilizacji Słowian lub pra-Polaków?

Jak teraz na to patrzę, to wydaje mi się, że jesteśmy jednak bardziej Europejczykami, niż Polakami, i to dotyczy nas wszystkich, umownie popierających Lewicę, PO, PiS, Konfederację, a także tych nie interesujących się polityką. Wszyscy operują w oparciu o pewien podstawowy kod kulturowy, wynikający ze starożytnej Grecji, Rzymu oraz chrześcijaństwa. Co wniosło więcej w naszą tożsamość, i to kim jesteśmy, bitwa pod Maratonem, bitwa przy Moście Mulwijskim, bitwa pod Poitiers, obrony Konstantynopola przed Arabami,  bitwa pod Grunwaldem lub pod Warszawą i jak to zmierzyć?

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że podałem kilka przykładowych wydarzeń o bardzo różnych konsekwencjach i to jeszcze skupiając się tylko na bitwach. Jest to jednak pytanie dla doświadczonego historyka, a nie laika, a przede wszystkim wymagałoby odpowiedzi w długim tomiszczu, a nie krótkiej notce.

Często słyszy się wypowiedzi, że ktoś jest dumny z bycia Polakiem. Wydaje mi się to dość dziwnym stwierdzeniem, gdyż uważam, że trudno być dumnym z tego, na co nie miało się żadnego wpływu. Oczywiście nie czuję też żadnego dyskomfortu z tego, że Polakiem jestem i nie rozumiem też wypowiedzi, że ktoś się tego wstydzi, lub, że wstydzi się za polityków lub za rząd, zwłaszcza jeśli go sam nie wybierał. Poczuwam się do lojalności do Polski, ale chyba wraz z przemijającymi latami dla poziomu tej lojalności formuje się narastająca granica. Kolejne rządy jakoś nie oddają tej mojej lojalności, ciągle ich retoryka i decyzje w dużej mierze nie odpowiadają temu, czego bym od nich oczekiwał, idą a to za bardzo w lewo, a to za bardzo w prawo, a to zajmują się tym, czym uważam, że nie ma sensu się zajmować, a to nie robią tego co uważam, że koniecznie by zrobić należało. Trwonią pieniądze na rzeczy, których nie uważam za najważniejsze. Nie czuję, by ktokolwiek chciał reprezentować poglądy i przemyślenia, które są mi bliskie. Gdyby nie daj Boże Tusk, Kaczyński, czy ktoś inny wplątali nas w jakąś prawdziwą niebezpieczną kabałę, a sami drapnęli gdzieś przez jakieś nowe Zaleszczyki, do Brukseli, Berlina, czy USA, to czy miałbym zostać i sam nadstawiać głowę w takiej sytuacji, czy raczej podążyć za nimi w bezpieczne rejony?

Jeśli chodzi o polskość to bardzo podoba mi się w niej ten sprzeciw wobec tyranii, ta wolność, nawiązanie do rzymskiej republiki w czasach I Rzeczypospolitej, to szlacheckie - "nie podpiszesz, nie będziesz panować" do władcy i niechęć by zdawać się na jakiegoś jednego mędrca który wszystkim pokieruje i urządzi po swojemu. Niestety, wygląda, że to się zmieniło, po 1918 roku, obecne wodzowskie partie stanowią jakieś wynaturzenie, nie rozumiem jak można zakładać, że we współczesnym skomplikowanym świecie przyjdzie jeden człowiek o bardzo ograniczonej wiedzy (zarówno Kaczyńskiego jak i Tuska za takich ludzi uważam, nie mówiąc nawet o innych aspirujących naszych politykach, którzy stanowią w dużej części jakiś dramat intelektualny), ma się stawać ostateczną wyrocznią, zamiast grupy rozsądnych ludzi, którzy w sumie powinni razem znacząco nad nim górować swoją wiedzą oraz doświadczeniami życiowymi. Z drugiej strony, szlachta broniła wolności dla siebie, ale niestety chciwie odmawiała jej innym. Wielu broni tego, dając uzasadnienia historyczne, różne różne argumenty, ale cóż, trudno moim zdaniem bronić z pozycji moralnych sytuacji, gdy odmawia się szacunku i wolności innym ludziom, a samemu się drapieżnie zawłaszcza większość zysków finansowych, jak to czyniła szlachta wobec chłopów i mieszczaństwa...

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo