Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
154 obserwujących
1714 notek
1340k odsłon
  243   5

Blogowanie, wojna hybrydowa, globalna manipulacja i kilka jeszcze refleksji...

Bardzo rzadko - o ile w ogóle - uczestniczę w gorących dyskusjach wielu blogerów i komentatorów określonych forów obrzucających się wzajemnie błotem, czyli oskarżeniami lub różnorodnymi insynuacjami.

Ogólnie te wzajemne animozje mnie nie obchodzą, bo zawsze piszę to, co myślę i nie zwracam uwagi tak naprawdę gdzie. A moja filozofia blogowania - o której już wielokrotnie pisałem - jest taka, że dla mnie liczy się dotarcie z moim przekazem do jak największej liczby odbiorców i to nawet na platformach, gdzie mam a'priori bardzo mało zwolenników moich poglądów.

A nawet powiem więcej: nieraz wolę właśnie na takich forach publikować, bo wtedy mogę (nie zawsze) wzbudzać dyskusję z moimi adwersarzami, którą bardzo lubię, bo bywa bardzo inspirująca intelektualnie. Mam też i tak w realnej rzeczywistości, gdzie zawsze bardzo lubię dyskutować z moimi interlokutorami o przeciwnych poglądach. Być może jest to też pokłosie moich doświadczeń ze studiów i późniejszego wykładania w szkołach podyplomowych, gdzie nieraz starałem się przeprowadzać egzaminy na zasadzie dyskusji moich studentów, gdzie jednym i drugim (którzy mieli już określone i przeciwstawne poglądy) zalecałem przyjęcie poglądów swoich "wrogów" i ich egzaminacyjną obronę.

Nie zapomnę jak swego czasu publikowałem na dawno już zapomnianym lewacko-liberalnym portalu pardon.pl, gdzie wielokrotnie musiałem się wspinać na intelektualne wyżyny, aby logiką i faktami udowodnić miałkość prezentowanych tam opinii i poglądów. Zresztą - jak mi się wydaje - między innymi ta moja pisanina ostatecznie przyczyniła się do zamknięcia tego portalu, choć wielokrotnie miałem wrażenie, że dyskutuję z nie jedną osobą o danym nick-u, ale z wieloma kryjącymi się za nim. Ponadto jeden (lub właśnie wielu) z tam publikujących próbował mnie później oczerniać na wszelkich forach jako niby "antysemitę", z czego skutecznie go moją ripostą "wyleczyłem".

Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że każde forum blogerskie - tak jak każda redakcja określonego medium - ma swoją "linię programowo-polityczną" i propaguje zatem określone treści posuwając się nieraz do cenzury wypowiedzi, które z tą "linią" się nie zgadzają.

Kiedyś jednak internet wydawał się potencjalnie oazą wolności. Dziś ostała się ona tak naprawdę jedynie na prywatnych stronach, choć i te są już nieustannie inwigilowane i przyjdzie taki czas, że być może wrócimy do czasów "podziemnych powielaczy". Tyle tylko, że prywatne (na prywatnych blogach) a nie publiczne publikowanie na ogólnodostępnych forach mija się z celem, bo tak naprawdę tylko docieramy z reguły "do samego siebie" za wyjątkiem nielicznych i naprawdę wybitnych niezależnych dziennikarzy czy blogerów. A tych jest coraz mniej.

Zatem zarówno ogólnoświatowe, jak i lokalne media, w tym internetowe, korzystają ze swoich praw własności narzucając tym, którzy tam publikują swoje poglądy, ograniczając jednocześnie ich swobodę wypowiedzi i to nieraz aż poprzez autocenzurę.

Z tego też względu nigdy nie dałem się skusić na propozycje pracy dziennikarskiej w konkretnej redakcji. Wolałem wolność niż zniżanie się do jej utraty poprzez konieczność nieraz pisania "po linii" redakcyjnej.

I jak dotąd piszę wszędzie, gdzie mogę a przez lata już na wielu forach nie mam takiej możliwości: zacenzurowano mnie po prostu dożywotnio.

Na szczęście pisanie swoich tekstów w internecie pozostaje chyba nadal o wiele bardziej wolne niż w tradycyjnych mediach, gdzie albo zostaniemy zatrudnieni w określonej redakcji, albo też nie i nawet na forach, które wydają się nam nieprzychylne możemy w zdecydowanej większości swobodnie publikować narażając się jedynie na ewentualny ostracyzm i niechęć właściciela oraz jego blogersko-komentatorskich akolitów.

I dlatego nie mogę się zgodzić z faktem, że bywają i tacy, którzy atakują nas za publikowanie tam, gdzie oni uważają to za niestosowne i zarzucają nam (piszącym na wielu, nieraz ideowo odmiennych platformach), iż samo umieszczanie tam tekstów a'priori musi nas dyskwalifikować i jednoznacznie kojarzyć z poglądami właścicielskimi takiego forum. Jest raczej odwrotnie, bo jaki docelowy sens ma publikowanie tylko tam, gdzie "przekonujemy już przekonanych" i dyskutujemy w gronie jedynie swoich zwolenników.

Owszem. Zdaję sobie sprawę, że szczegółowa analiza polityczno-społeczna określonej platformy internetowej może przynieść efekty w postaci zdiagnozowania rzeczywistej konotacji politycznej jej właścicieli i określonych sympatii a nawet można się nieraz i pokusić o wskazanie ewentualnych - nawet zewnętrznych - mocodawców takiego forum, które ma być może spełniać jakieś cele, w tym też np. kształtowanie określonej opinii na rzecz innych i wrogich nam państw. Można też np. znaleźć nawet hipotetyczne środowisko, które było zainteresowane powstaniem takiego forum i teraz wpływa na jego funkcjonowanie, np. środowisko dawnego WSI czy UB.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka