To, co dziś i w ostatnich dniach wydarzyło się na Ukrainie, jest już praktycznie wojną domową. Śmierć ponoszą kolejni protestujący, Berkut strzela do własnego narodu. Jest to sytuacja, obok której, nie mogę przejść obojętnie.
Pisałem już na początku grudnia 2013 r. o możliwym scenariuszu podziału Ukrainy, na dwa kraje (Ukrainę wschodnią i zachodnią – zainteresowanych odsyłam do artykułu), i jak widać ten scenariusz zaczyna się sprawdzać. Pisałem również do prezydenta Ukrainy z apelem, uwolnienia więźniów politycznych oraz zaprzestania polityki ograniczania swobody, wolowości słowa i łamania zasad demokratycznych. W tym czasie obóz rządzący Polską, milczał lub niemrawo solidaryzował się z protestującymi, tak samo jak Unia Europejska.
W Polsce, dopiero od kilku dni, słychać głosy potwierdzające scenariusz rozpadu Ukrainy. Również z Moskwy płynie nieoficjalny przekaz w tej sprawie. Zachód daje ciche przyzwolenie, udając, że reaguje na sytuację. Polskie otoczenie prezydenta RP, jeszcze w listopadzie 2013 r., nie chciało wierzyć w taki scenariusz, a dziś niezależni polscy eksperci oceniają, że jest to wielce prawdopodobne. Działanie Polski i Europy wydaje się być dalece spóźnione, a taka opieszałość, będzie mieć swoje konsekwencje w postaci, większej liczby ofiar śmiertelnych – wśród protestujących. Jeżeli nie będzie zdecydowanych działań, prowadzących do przygotowania paktu stabilizacyjnego dla Ukrainy – konsekwencje będą daleko idące, łącznie z wojną domową.
Co można zrobić? Można zrobić wiele i możliwości wcale nie są ograniczone. W mojej ocenie podział Ukrainy (administracyjny), wcale nie musi oznaczać katastrofy dla żadnej ze stron. Ważne jest, aby ten wariant nie odbył się, poprzez niepotrzebny rozlew krwi. Należy przygotować pakt stabilizacyjny, który byłby swoistym programem naprawczym dla tego kraju.
- Pierwszym punktem musi być dialog, czyli chęć rozmów. Rozmowy nie mogą odbyć się już w samym Kijowie, wewnętrznie, ale muszą być prowadzone z udziałem zagranicznych przywódców innych krajów. Takim neutralnym miejscem na porozumienie, może, wbrew pozorom, stać się Warszawa. W stolicy Polski może odbyć się szczyt, który doprowadzi do rozwiązania spornych kwestii. Forma i kwestie nazewnictwa nie mają tu znaczenia, chodzi tu o samą ideę zorganizowania szczytu z udziałem przedstawicieli Ukrainy, UE, Rosji, Polski, USA. Europa nie może stać biernie i zachowywać się, jak „kontynent trzeciego świata”, tylko musi dać przykład dla innych, jak można w pokojowy sposób rozwiązać problem - bez użycia siły.
- Punkt drugi, musi dojść do uwolnienia Julii Tymoszenko i innych więźniów politycznych, ponieważ żadne rozmowy, prowadzone bez uwzględnienia tej kwestii, nie będą miały najmniejszego sensu. Uwolnienie byłej premier, da jasny sygnał dla narodu ukraińskiego, że jest chęć, podjęcia rozmów przez obóz rządzący Ukrainy. To musi być punkt pierwszy szczytu, o ile prezydent Janukowycz, nie zdecyduje się na ten krok wcześniej.
- Podział administracyjny Ukrainy. Jeżeli nie dojdzie do porozumienia opozycji z rządową stroną, należy skierować rozmowy na wariant podziału administracyjnego, który rozdzieli wpływy i zakończy rozlew krwi.
- Utworzenie dwóch odrębnych państw, nowe wybory z obserwatorami UE.
- Pakiet reform państwa i pomoc zewnętrzna.
Oczywiście jest to chłodna ocena sytuacji, ale bardzo realna i właściwa droga, którą należy zainicjować i z góry nie przekreślać. Rozwiązania niestandardowe, często są kontrowersyjne, ale poprawnie przeprowadzone, dają duże efekty.
Na koniec muszę ponownie zaapelować do rządzących narodem ukraińskim o powstrzymanie się od eskalacji wewnętrznego konfliktu i dialog z opozycją. Prezydent Janukowycz nie rozwiąże problemu w swoim kraju siłą! Rozmowy bez zawieszenia broni i odpowiedniego przygotowania dyplomatycznego (na najwyższym szczeblu), nie doprowadzą do uspokojenia sytuacji. Prezydent Janukowycz musi zrozumieć jedną rzecz, protestujący zostali pozostawieni w sytuacji bez wyjścia – nie mają innej drogi, jak tylko protest i walka o swoje prawa. Jeżeli władza nie chce słuchać i nie potrafi zrozumieć drugiej strony, sama zapędza się w przysłowiowy „kozi róg”.
Myślę, że na uwagę zasługuje również pomysł dziennikarki Arleny Sokalskiej, która dziś pyta stanowczo zwykłego Polaka: „Gdzie nasza solidarność z narodem ukraińskim?”.
Świeczka w oknie? Dlaczego nie! To nic nie kosztuje, a warto! Polacy nieraz udowodnili, że potrafią stanąć w obronie innego bratniego narodu. To jest ten czas, kiedy należy przestać być biernym i zaprotestować w ogólnopolski sposób.
Autor: mgr inż. Krzysztof Szymon Szymański





Komentarze
Pokaż komentarze