Głupota rządzących irytuje mnie umiarkowanie. Ani się to umywa do irytacji, którą we mnie budzą światowi twórcy software'u. Integrują z zapałem, wprost z programu do poczty mogę już wywołać pasjansa. Tylko po co? A narzędzi potrzebnych - nie ma.
Dotyczy to zwłaszcza notebooków. Oto siadam w szczerym polu, a do netu się chce. Zwykle robię to przez darmowe WiFi lub w domu przez LAN, ale teraz zapłacić muszę za każde 100 kB. Czy ktoś słyszał, by można było jednym ruchem wyłaczyć wszystkie automatyczne aktualizacje? Windowsów, Firefoxa, Javy, antywirusa i tuzina innych aplikacji? To nie powinno być skomplikowane, ale najwyraźniej - nie istnieje.
Oddaję komputer do serwisu. Jeśli to desktop - nie ma problemu, wyjmuję dysk, na którym trzymam prywatne dane i po kłopocie. Ale z notebooka nie wykręcę... Czy ja się mylę, czy narzędzie do backupu i wyczyszczenia haseł w przeglądarce itp. to rzecz prosta jak drut dla kogoś, kto napisał już parę aplikacji pod windozę? Chyba się mylę.
Rządzący są lepsi, bo na razie nie wtrącają się bezpośrednio do moich komputerów.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)