Igor, wybacz. Nie wejdę do żadnej salonowej rady, ani tymczasowej, ani stałej. Jest jeszcze gorzej - nie poprę zbioru zasad. To nie znaczy, że się mu sprzeciwiam. To nie znaczy, że nie będę się do niego stosował. To tylko znaczy, że nie wierzę w kodeksy honorowe w takim miejscu jak Internet. Próbuję te sprawy załatwiać sam.
Jestem przeciwny jakiejkolwiek cenzurze. Nie walczę z nią do upadłego, więc nie mam nic przeciwko tym, którzy na swoich blogach ją stosują. Nie kwestionuję też tego, iż Bogna i Ty wycinacie to, co uważacie za przegięcie. Mój sprzeciw ogranicza się do tego, że sam jak dotąd niczego u siebie nie wyciąłem i ufam, że w tym wytrwam.
Skład, który zaproponowałeś, wydaje mi się być trochę niedoprawiony - za mało tu ostrych prawicowych piór. Za mało w tym sensie, że spora część Salonu, obawiam się, uzna ten skład za nieobiektywny. A ja i tak jestem często atakowany, że się niby pcham na SG. Nie chcę mieć udziału w jakichkolwiek decyzjach w Salonie prócz tych dotyczących wyłącznie mojego bloga. Zwłaszcza zaś nie chcę mieć choćby najdrobniejszej i formalnej możliwości wpływania na to, co gdzie wisi i jak długo. Tak, Igorze, tak, drodzy salonowcy, od tej odpowiedzialności tchórzliwie uciekam. Jej przyjęcie oznaczałoby, że nie mógłbym dalej pisać tak, jak piszę dotąd.
A skoro już przy sprawach formalnych jesteśmy - jak to jest, że niektórych blogów, jak np. pana mecenasa Stefana Hambury, nie można znaleźć w katalogu blogów?



Komentarze
Pokaż komentarze (15)