Jakichkolwiek. W polityce, przyjaźni między narodami (czytaj: etnicznych), sporcie itd. Obruszam się więc słysząc: baby nie umieją jeździć. Może i coś w tym jest, ale to wina facetów, którzy bab nie lubią dopuszczać za kierownicę. A wszak jakość i pewność kierowcy to głównie pochodna jego doświadczenia.
Ale Polska powoli odchodzi od tego stereotypu. Widać to przynajmniej w Warszawie - wynika to z moich badań naukowych. Jako nadpobudliwiec zawsze muszę coś robić, a jako syn pani profesor statystyki lubię liczyć. Gdy więc stoję gdzieś na trotuarze między lajfami, znajduję sobie różne próby pseudolosowe i dalej badać, co w nich piszczy.
Niedawno w Al. Solidarności, w godzinach przedpołudniowych, naprzeciwko sądów, na jezdni ze wschodu na zachód zaobserwowałem, że na 200 kolejnych samochodów - aż 112 prowadziły panie! Świadczy to pewnie, że nie była to próba całkiem losowa, bo za mała - ale tendencje widać. Taka robi się Warszawa, taka będzie Polska.
Dziś zaś, wlokąc się w godzinach popołudniowego szczytu ul. Sobieskiego na południe, na odcinku między Dolną/Chełmską i Doliną Służewiecką, naliczyłem 17 aut osobowych nie będących taksówkami, które wyprzedzały mnie jadąc pasem dla autobusów. Na 17 nieposłusznych kierowców - 12 było płci żeńskiej! 70%...
Było to między 17.45 i 17.50, pas zaś obowiązuje do 18.00, może więc panie łatwiej dochodzą do wniosku, że o głupi kwadransik nie ma co kruszyć kopii. Ale, ale - z jakim stereotypem wydaje się być sprzeczny wynik mych dzisiejszych badań?



Komentarze
Pokaż komentarze (22)