Skąd wziął się mit, że diesle są słabe? Skąd obyczaj podawania maksymalnej mocy, gdy wielu kierowców nigdy jej nie osiąga? Ciągnąc wątek racji stanu napiszę, dlaczego nie uznaję parametrów maksymalnych, które niczego nie wyjaśniają.
Porównam dwa uśrednione spośród dostępnej na rynku gamy marek i typów silniki - dwulitrowe, czterocylindrowe, z bezpośrednim wtryskiem. Przeciętny diesel ma jakieś 130 KM maksymalnej mocy przy około 4 tysiącach obrotów, benzyniak - 150 KM przy 6 tys. Moment obrotowy to odpowiednio ok. 280 Nm przy 2000 i 200 Nm przy 4000. Nie ograniczam się do porównania mocy, bo w uproszczeniu decyduje ona o prędkości maksymalnej, ale dla przyspieszenia auta decydujący jest moment obrotowy.
Wsiadam do diesla, a Ty, Czytelniku, do benzyniaka, po czym jeździmy sobie razem, jeden za drugim lub obok siebie, parę godzin po mieście i "w trasie". Każdy z nas co minutę notuje aktualne obroty i wynikającą z nich moc i moment silnika. Bo twierdzę, że dopiero uśrednienie tych notowań da prawdziwą wiedzę o atutach obu silników.
Nie będę zamieszczał tu specjalistycznych grafik. Rzecz w tym, że w benzyniaku i moc, i moment rosną dość leniwie w funkcji obrotów i osiągają maksimum przy obrotach naprawdę wysokich, w które wkręcasz się rzadko albo wcale. W dieslu obie krzywe raźno idą w górę, a potem, w sporym, i to użytkowym zakresie obrotów, przebiegają niemal płasko - dając kierowcy przynajmniej 80% maksymalnych parametrów silnika.
Efekt naszych obliczeń będzie mniej więcej taki: silnik benzynowy - średnia oferowana moc 80 KM, średni oferowany moment 130 Nm. Diesel - średnia oferowana moc 110 KM, średni oferowany moment 200 Nm. Kropka, akapit.
Nie muszę dodawać, że charakterystyka silnika napędzanego gazem jest podobna do benzynowego, tyle, że wartości są nieco niższe...



Komentarze
Pokaż komentarze (60)