Przygotowania trwały długo. Może za długo, bo chyba nam aż ślinka pociekła. Niemal pół godziny przed seansem, o 23.35, byliśmy już pod Multikinem niemal w komplecie. Tylko follow wpadł na ostatnią chwilę, bo z domu ma do Multikina 200 metrów - ale forpoczta (julll i dwoje znajomych) zjawiła się dużo wcześniej.
Gromadka, która zna się już z imprezy, miała niewątpliwą przyjemność poznać wyrusa i wyrusową, wszyscy zaś mogli skosztować hałasu, jaki czyni mój Tadzio (11). I oto nadszedł czas: zasiedliśmy w specjalnym sektorze w sali 7, z lewej strony pod ścianą:) - ale wcale nie byliśmy rozrzuceni po sali, jak zdawał się po ciemku sądzić follow.
Już zajawki atrakcji lata rozgrzały publikę. Po teaserze kolejnego Harry'ego Pottera zapytałem głośno: Idziemy razem? Zbiorowa odpowiedź nie była dla mnie jasna. Dwie zajawki później jakiś pingwin filozofował: Nie zdradziliśmy zakończenia? Nienawidzę, gdy zwiastuny to robią. - Ostro powiedział - skomentował wyrus i dodał, że już nie chce Shreka: woli dalej oglądać reklamy. Którego to życzenia Multikino nie spełniło.
Shrek Trzeci zaczął się nieco rozlekle, ale szybko nabrał tempa. Powszechną wesołość wzbudził świerzbodrap , choć jego usługi. polegające na drapaniu króla Shreka w tyłek, zakończyły się iście królewską katastrofą. Wkróce okazało się, że prawie wszystkie sceny znane już z teaserów są na początku filmu, w tym słodziutka (czyż nie na to czekaliśmy?) minka Kota w Butach za oknem.
Były momenty, gdy film tracił tempo, oraz chwile bardziej niż nieznośnej, zarazem jakże amerykańskiej dydaktyki. Nie zawodził jednak Tadzio, który ma to do siebie, że w kinie mówi dużo i głośno. Gdy trójka bohaterów ruszała na niebezpieczną wyprawę, osłosmoczki napisały na niebie We love you, daddy. Komentarza Tadzia nie przytoczę, ale jego donośny rechot wywołał reakcję łańcuchową. Powtórzyło się to jeszcze parokrotnie - żywe potwierdzenie tezy, że nie ma to jak dobry kaowiec.
Zakończenia nie zdradzę, bo nie znoszę, gdy recenzje to robią. Żegnając się znów przy popielniczce z prawej strony wejścia wyglądaliśmy chyba na zadowolonych:) Sam mogę zapewnić, że kilka razy śmiałem się szczerze i to nie z pierdzenia Shreka.
Tyle relacji post factum. Pod postem przygotowawczym znajdziecie natomiast na dole kilkanaście komentarzy, w których follow zdał spontaniczną relację na bieżąco :)



Komentarze
Pokaż komentarze (30)