Jak już wspominałem, nad rządem Jarosława Kaczyńskiego zawisł nowy topór. Ma tak wisieć do przełomu sierpnia i września, gdy Sejm zapewne odrzuci wniosek PO o votum nieufności dla min. Anny Fotygi.
Są kraje, gdzie votum nieufności to rzadkość. Pojawia się, gdy jakiś minister popełni błąd na tyle poważny, iż poruszy część frakcji rządzącej i wniosek o odwołanie ma szanse powodzenia. Wszakże do głosowania często nie dochodzi, bo minister rezygnuje sam lub zostaje odwołany przez premiera, by publicznej draki uniknąć.
W Polsce mechanizm votum nieufności stał się rutynową bronią każdej opozycji w walce z każdym rządem. Wnioski wpływają, by można było pogadać, bo i tak wiadomo, że w głosowaniu nie przejdą. Każda opozycja wydaje się wierzyć, że mimo to warto, by problem zaistniał w mediach. Podejrzewam, że społeczny odbiór jest nieco inny: znowu zabawiają się w swoje gierki, a my to mamy gdzieś.
PO podkreśla, że Fotyga się jej nie podoba nie od dzisiaj. Coś mi mówi, że od prób jej formalnego odwołania dużo skuteczniejsze byłyby liczne inne formy. PO mogłaby założyć stronę, czy bloga, pod roboczym tytułem Fotygawatch, gdzie mogłaby zbierać wszystkie rzeczywiste i urojone potknięcia pani minister. Każde byłoby pretekstem do zwołania konferencji prasowej i przypomnienia o istnieniu strony, z której można by sobie pobrać np. dokumentację w formie txt, audio i video. Założę się, że media zapiałyby z zachwytu. Ale opozycja woli formy tańsze i mniej pracochłonne - wniosek o votum nieufności można napisać w kwadrans...



Komentarze
Pokaż komentarze (31)