Udało mi się wyciągnąć z Adama Lipińskiego parę informacji, których poskąpił nam premier. Najważniejsza: PiS tylko formalnie dopuszcza trwanie rządu mniejszości. W praktyce, twierdzi Lipiński, rząd taki musiałby mieć, na mocy ustnej umowy, stałą większość: gdyby ta raz zawiodła, umowa byłaby nieważna.
W praktyce byłby to więc normalny, koalicyjny rząd większościowy - ale bez papieru. Czyli koalicja na kocią łapę. Czy to realne? Wątpię. Załóżmy, że wejdą w to niedobitki z Samoobrony i nawet PSL - wciąż za mało, i nazbyt to niepewne. Choć Lipiński podkreśla, że liczy na zdrowy rozsądek posłów Samoobrony: powinni rozumieć, iż nowe wybory to przejęcie władzy przez PO i LiD. Tłumaczenie: chyba wiedzą, że są posłami dietetycznymi.
Czy Lipiński jest wiarygodny? Chyba tak: był na spotkaniu Komitetu Politycznego PiSu (19.30-20.30 w KPRM) i na prezydium klubu PiS (21.00-23.00 w Sejmie). Wie zatem, jaki jest plan premiera, i sądzę, że po prostu sprecyzował to, co Jarosław Kaczyński miał na myśli mówiąc dziennikarzom, co dalej z rządem i koalicją.
Szkoda, że premier sam tego nie wyjaśnił - zawsze lepiej wiedzieć wcześniej, co partia rządząca oficjalnie zamierza. Bez względu na to, czy po cichu dopuszcza gabinet mniejszościowy, jedynie administrujący i dryfujący - czy też nie.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)