Co to za panika?. W Salonie, na różnych innych portalach, nawet w Sejmie. Było parę minut po północy, gdym parlament nasz opuszczał, a dwaj strażnicy marszałkowscy na dziedzińcu zagadują: To ile będzie tych dodatkowych posiedzeń i kiedy?
Otóż po pierwsze, za cztery dni wyjeżdżam na urlop, choćby się paliło. Po drugie nie sądzę, by miało się palić. Jakie odwoływanie urlopów? Jak wyjeżdżać, to teraz, bo we wrześniu może być trudniej. Wtedy będzie się działo.
Dziś Sejm. Na wokandzie I czytanie rządowego projektu reformy finansów, zmiany w budowlanym VATcie, ustanowienie roku Zbigniewa Herberta. W kuluarach uroczyste złożenie u marszałka wniosków o samorozwiązanie Sejmu - SLD, zapewne PO, może i ktoś jeszcze. SLD na prezydium Sejmu zażąda dodatkowego posiedzenia, PO pewnie wniosek poprze, choć do wyborów nie jest gotowa, ale każdy dzień trwania tego rządu to dzień dla Polski stracony - to zdanie będzie medialnym mottem dnia.
I co? I sądzę, że nic. Następne posiedzenie zacznie się zgodnie z planem 22 sierpnia. Wszyscy będą już zgrubsza wiedzieli, w jakiej teraz są partii, w jakim klubie lub kole, i czy zatem następny dzień będzie stracony czy odzyskany. A na początku września Sejm sobie zagłosuje i gdyby zdarzył się cud - 307 lub więcej rąk za samo rozwiązaniem - wybory mogłyby się odbyć 21 października. Śniegu jeszcze nie będzie.
Jeśli nawet rząd Solidarnego Państwa ma już odchodzić do historii, nie sądzę, by miał odwoływać nam urlopy. Ewentualna kampania ruszy we wrześniu. Luz.



Komentarze
Pokaż komentarze (24)