Czy państwo musi być narodowe? Oczywiście nie, bo dość na świecie państw, w których współżyje kilka, kilkanaście, nawet kilkadziesiąt narodów. Lub grup etnicznych - bo w Afryce na przykład europejskie pojęcie narodu raczej nie ma zastosowania.
Ale dążenia narodowe są dziś chyba powszechniejsze niż kiedykolwiek, choć czasem - zamiast, lub obok zrozumienia i szacunku - budzą zdziwienie, zażenowanie, czy wręcz rozbawienie. Przeczytałem właśnie ciekawy post o śląskości i od razu przypomniałem sobie moją podróż dookoła Hiszpanii w 1988 r. Wzdłuż linii brzegowej zgrubsza.
Była to moja pierwsza w owym kraju wizyta. Wcześniej wiedziałem sporo o Baskach, słyszałem też o separatyźmie katalońskim. Wyjeżdżałem ze świadomością, że nie ma prowincji, w której nie działałby mniej lub bardziej prężny ruch separatystyczny.
Utkwiły mi zwłaszcza w pamięci rozmowy z młodym patriotą asturyjskim, w lewym górnym rogu mapy Hiszpanii. Stolicą Asturii jest La Coruña. To po kastellańsku, czyli w języku narzuconym przez okupantów z Madrytu. Po asturyjsku rodzajnik żeński nie ma litery L, więc stolica zwie się A Coruña. Wysłuchałem wielu opowieści o bohaterach, którzy po nocach zamazują zieloną farbą L na drogowskazach. Na tym wydawała się kończyć ideologia i pragmatyka asturyjskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego.
Zdecydowanie popieram prawo narodów do samostanowienia. ONZ zaś gorsza już nie będzie, czy mając 200, 1000, czy milion członków. Ale...



Komentarze
Pokaż komentarze (9)