Mógłbym zażądać, by mój operator komórkowy włączył mi nową taryfę roamingową. Pisałem już tutaj, że to swoiste oszustwo, ale zawsze byłoby trochę taniej: 300-400% ceny rozmowy krajowej. Tylko po co? UE miłosiernie dała operatorom czas, by się do nowej dyrektywy przygotowali. Muszą ją udostępnić... we wrześniu.
Mam to gdzieś. Wyjeżdżając, na polskiej granicy tradycyjnie włączę bezwarunkowe przekierowanie na pocztę głosową. Tam usłyszeć będzie można coś w stylu: Nie ma mnie, nie odbieram, nie odsłuchuję. Jeśli to ważne, ślij SMSa.
UE pomyślała prawie o wszystkim: o rozmowach voice i o SMSach. Inne usługi się nie mieszczą w głowach urzędników z Brukseli. A ja chciałbym czasem, gdy nie będzie pod ręką darmowego hotspota WiFi, skorzystać z netu. W kraju czynię to rzadko, używam więc najtańszej oferty prepaid do okazjonalnych połączeń data: 3 grosze za 100 kB.
W roamingu tenże operator za te same 100 kB liczy... 4 złote! Czyli 133 razy drożej. Czyli, co lepiej zabrzmi, drożej o 13 200% (trzynaście tysięcy dwieście procent). Dając przy tym tylko GPRS, gdy w Polsce mam wszystko, aż po HSDPA.
Gracias, Brukselo. Może kupię sobie dwukierunkowe gołębie. Najchętniej full duplex.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)