Wysiadly spluczki. Obie. W lazience i w dodatkowym kiblu. Moja kochana K., ktora nie lubi brudu ni smrodu, podreptala do recepcji. Si, si, u nikogo nie dzialaja, zamachal rekami wielojezyczny recepcjonista i zniknal.
Hotel cokolwiek gigantyczny - jakies 2 tysiace ludzi, pierwszy raz w takim jestesmy - i czterogwiazdkowy (nie znosimy takich, ale nic innego juz nie bylo, gdysmy bookowali nasz urlop). Pomyslalem, ze wkrotce bedzie smrod na cala miescine. Ale po jakichs dwoch godzinach spluczki ozyly i obylo sie bez wiekszego smrodu.
Czego nie da sie powiedziec ani o Tour de France (Rasmussen, Winokurow - teraz juz nawet mnie nie obchodzi, kto jutro wygra), ani o sytuacji na polskiej scenie - ale to cuchnie juz od kilkunastu lat, wiec przywyklismy. Do zobaczenia!



Komentarze
Pokaż komentarze (10)