Demencja starcza atakuje, zagadkę żem obpulikował przed tygodniem, ale rozwiązania ujawnić zapomniałem, choć nawet Mateczka moja mnie ponaglała. Informuję zatem, że swój pierwszy post z tegorocznego letniego urlopiku napisałem stojąc przy jednym z dwóch świetnie działających terminali po bawarskiej, czyli niemieckiej stronie granicy na szczycie Zugspitze. Te po stonie tyrolskiej, czyli austriackiej, były ganz kaputt.
To chyba jednak bardziej zgodne ze stereotypami narodowymi. Co mnie zaskoczyło, to brak jakiejkolwiek informacji przy terminalach austriackich, że nie działają. Oba były włączone i przy obu kłębili się ludzie usiłując coś zdziałać. W obu touchpady działały jako tako i pozwalały przesuwać kursor myszy, ale kliknąć na nic się nie dawało. Nie zgadnę, czy z powodu uszkodzenia guziczków, czy z powodu zwisu softu.
W tej sferze najporządniejsi są chyba Francuzi. Niedziałąjących automatów wszelkiego rodzaju można tam znaleźć mnóstwo, ale najczęściej wraz z karteczką En panne. Byś się, człowieku, niepotrzebnie nie denerwował. Raz nawet zdarzyło mi się spotkać taki, automat, który - choć ozdobiony taką kartką - działał. Ale to było bodajże w kantonie genewskim, a nie w żadnej tam Francji :)
A Polska? Jaki standard panuje u nas? A może za mało mamy automatów?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)