Kalamburową imprezę musimy przełożyć na, hm, dogodniejszy termin - i to wcale nie z powodu ogólnego zakwestionowania idei imprezy popołudniowej, plenerowej, przede wszystkim zaś bezalkoholowej. Po prostu odzew na anons był skromny. Najwyraźniej wielu warszawskich salonowców urlopuje się. Na dodatek zmieniła się - niekorzystnie - prognoza pogody: choć link ten sam, deszczu dużo więcej ;)
Na kalambury czas przyjdzie. Ponieważ zaś nasze inne plany na sobotę też się zmieniły, proponuję małą imprezkę wieczorną, u nas, zadaszoną i ewentualnie alkoholową. Zatem: sobota, powiedzmy od 19.00, kto nie zna adresu, niech mailuje. Jak zwykle, ponieważ to sobota, nie będzie mnie przez pierwsze dwie godziny, a honory domu - już także tradycyjnie - pełnić będą wtedy moja kochana K. i Gniewko, który mieszka u nas od wtorku :) Obiecał też ściągnąć Bazaka i Lubelskiego :)
Może upijemy się na smutno biadając nad, ufam, wakacyjnym jedynie kryzysem, który dopadł czerwoną część Salonu24. A kalambury możemy potrenować :)



Komentarze
Pokaż komentarze (23)