Moja K. protestuje. Przedstawiłem jej zdaniem wersję niepełną. Istotnie: spotkanie z merolem zdarzyło się, gdym moją K. wiózł do domu znękaną katastrofą, jaka zdarzyła się na uczelni. Otóż moja K. wraz z qmpelę prowadziły właśnie jakieś skomplikowane, całodobowe badanie z udziałem drogich, importowanych odczynników obecnych na miejscu tylko dzięki hojnemu grantowi KBN.
Były już blisko końca, gdy nagle plask!! - coś tam stłukły, coś się wysypało, coś się z czymś pomieszało, coś się wylało i wszystko trzeba będzie powtarzać od początku. To właśnie w takiej atmosferce zaliczyłem merola. Jeszcze więcej przecinków.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)