Sprawozdania nie będzie - nie mnie je pisać. Nie było na smutno, choć chwilami, hm - na poważnie: zapamiętałem m.in. gorące dyskusje o katolewicy i o tym, czy mózg człowieka tworzy iluzje wbrew swemu właścicielowi.
W tej chwili na balkonie trwa dyskusja, czy ryba słodkowodna śmierdzi z definicji, czy też dlatego, iż pływa w Wiśle. W tej mierze moja kochana K. nie dopuszcza żadnej polemiki i nawet Gniewko wymiękł (właśnie zagląda mi przez ramię dając słownie wyraz wrażeniu, jakie wywarła na nim uroda dziewczyny Wasyla ze stali). Stąd wnioskuję, że impreza powoli dobiega końca, choć ponad połowa gości jeszcze baluje :)
W sprawie przecieku Warzechy muszę niestety na razie nabrać wody w usta, bowiem nie uzgodniłem z zainteresowanym, czy mogę się wdać w szczegóły. Warzechowie zaś z przyczyn natury obiektywnej wyszli dość wcześnie.
Najbardziej wszakże ujął mnie Paweł Bravo. W pewnym momencie zapytał: - Krzysiu, masz tu jakiś komputer? - Mnie, mnie pytał, administratora sieci domowej liczącej w porywach do ośmiu terminali...
Ech, we wrześniu to się będzie działo :)
PS. Chwilowo linkuję tutaj do zdjęć followa (dzięki!), a potem wywalę, żeby nie było, że zdradzam fizjonomie...



Komentarze
Pokaż komentarze (28)