Przedwczoraj obejrzałem spore fragmenty meczu angielskiej ligi speedwaya. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Czwarte w tabeli Peterborough Panthers gościły trzecią drużynę, Poole Pirates. Gospodarze prowadzili od początku, ale nigdy wyżej niż różnicą 6 pkt.
Nadszedł bieg 12. Duńczyk Niels Iversen (Panthers) zrazu zerwał start, w powtórce jednak wyszedł pierwszy. W łuk wszedł szeroko i Australijczyk Jason Crump powoli mijał go po wewnętrznej. Na wyjściu z łuku prowadził o prawie całą długość motoru.
Prawie całą. Schodząc do bandy postawił Iversena przed trójwyborem: ♦ przymknąć gaz; ♦ wpaść na bandę; ♦ zahaczyć przednim kołem o tylne Crumpa. Duńczyk wybrał to trzecie. Jego motor stanał dęba, Iversen wyjechał z toru karetką. Sędzia po długim oglądaniu zapisu TV wykluczył Duńczyka. W kolejnej powtórce biegu leżał partner Iversena, goście wygrali więc 5:0 i wyszli na prowadzenie 36:35.
Którego nie oddali do końca, chciałoby się napisać, by wzmocnić pointę. Ale nic z tych rzeczy, bo Crump zwykle dojeżdża do mety pierwszy albo wcale. Pantery wygrały 46:43, ale po upadku i wykluczeniu Iversena ich trener zdążył wykrzyczeć do kamer, że tacy sędziowie mordują speedway.
Będzie morał? Będzie. Ten niby wymierny sport także cierpi na problem sędziowski. Na wyjściu z pierwszego łuku sytuacje na pograniczu faulu to codzienność. Gdzie sens?
Podpadnę wielu, zwłaszcza Nicponiowi. Zużel dołącza jednak do mej listy sportów absurdalnych. Jest tam już łyżwiarstwo figurowe, gimnastyka artystyczna, pływanie zespołowe czy jak mu tam, boks, piłka ręczna (bo każde dotknięcie to faul w obronie), koszykówka (bo każde dotknięcie to faul w ataku) i wiele innych.
Czasem wystarczą zmiany w przepisach, ale część "sportów" trzeba przenieść do cyrku lub na deski operowe. Dość mamy dyskusji o sędziach piłkarskich.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)