14.15. Ruszamy z Kabat. Luźny cel: Konstancin. Jak się wsiada na ten rower?
14.17. Nawet nieźle się kręci. Jadę pierwszy.
14.20. Mijamy Tesco. Zaczyna mnie boleć d. Wcześnie jakoś.
14.23. Koniec nawierzchni utwardzonej. Moja d poskakuje coraz boleśniej.
14.30. Domu już nie widać. Czas odpocząć.
14.40. Koło Ogrodu Botanicznego i z górki. Zawsze niech będzie z górki.
14.50. Konstancin: przejazd kolejowy zamknięty. Cudowny pretekst, bo nogi bolą.
15.00. K. chce pić. Znów można odpocząć.
15.20. Zamiast urządzać własną defiladę trzeba było zostać w domu i oglądać Agatkę Adamek zachwyconą czołgiem w środku. No i patriotycznie by było.
15.30. Park Zdrojowy. Łydki drżą, d uwiera. Odpoczynek.
16.00. Wracamy. D boli coraz bardziej.
16.05. Kałuża niby niedużą, ale się nieźle uciapkałem.
16.10. Trzeba pedałować na stojąco.
16.12. Ale teraz wysiadają łydki.
16.15. Siedzę na udzie, pozycja jak w wyścihach motocyklowych na zakręcie.
16.20. Mam majaki na temat poduszkowców.
16.30. Obiad. Siadam i chyba już nie wstanę.
17.30. Trzeba wstać, bo do domu jeszcze 1500 metrów.
17.50. Teraz prysznic, do łóżka na brzuchu, a jutro będę cały dzień stał.
Wg wypasionego licznika followa przejechaliśmy 25 km.



Komentarze
Pokaż komentarze (49)