Straszny dzień. Parę dość istotnych wydarzeń rzeczywistych i potop pozornych, najbardziej dla reportera kłopotliwych. Trzeba wszak je odnotować, zrelacjonować widzom oficjalne intencje autorów, oraz nie przeginając wyjaśnić, że to udawane, że nie warto się tym nadmiernie podniecać, by nie stracić z pola widzenia istoty rzeczy.
Większość dnia spędziłem w Starym Domu Poselskim (jedyna wciąż czekająca na remont część Sejmu, najbliższa ul. Pięknej). Ni czasu, ni warunków, by choć na chwilę uruchomić notebooka i zajrzeć do netu. Tu, prócz speckomisji, zwyczajowo zbiera się też regulaminowa - dziś jedna z bohaterek dnia. Jak przed miesiącem, teraz także otworzyła swe obrady. Wtedy jednak przeniosła się do dużej sali. Dziś obradowała w tradycyjnie swojej salce 301a. Niewiele więcej niż 20 m.kw., ponad 30 uczestników posiedznia, trzy tuziny ludzi z mediów i sześć kamer oraz amknięte szczelnie okna. Kto widział transmisję, niech się cieszy, że TV wciąż przekazuje tylko obraz i dźwięk.
Cały dzień był zgrubsza taki jak mój pierwszy lajf przed salką, rankiem, gdy było jeszcze pusto. Stojące w wąskim, ślepym zaułku korytarza powietrze, ponad 30 stopni. Było trochę czasu - ze studia nie dzwonili, bym dostał fonię z anteny do słuchawki w uchu. Stałem z marynarką w ręku, gdy nagle dzwonek, chrzęst i... pada pytanie do mnie!
Najpierw spróbowałem zręcznie i szybko zarzucić marynarkę i wyrównać kołnierzyk. Ok, ten manewr zakończył się połowicznym sukcesem. Pytanie ucichło i jąłem ze swadą opowiadać, co też będzie się tu działo niedługo. Nasz dżwiękowiec uznał wszakże, że kiepsko wyglądam. Nie wiedząc, że już jesteśmy na antenie, podszedł, zasłonił mnie zupełnie, mruknął tuż przy mikrofonie: Krzysiu, wyglądasz jak menel! (według świadków - miał rację) - i próbował poprawić mi kołnierzyk. Wyjrzałem zza niego do kamery, by oznajmić (jakby nie bylo widać): Mamy tu małe zamieszanie - po czym kontynuowałem opowieść o Stanisława Łyżwińskiego przypadkach.
Formalnie była to moja wina - mam wszak być gotów do wejścia i już. Kłopot w tym, że często takie czekanie w pełnej gotowości trwa pół godziny i dłużej, więc dbanie o bezpieczeństwo anteny oznacza brak czasu na dowiedzenie się czegokolwiek. Niech tam. Ciekaw jestem tylko, czy menela dało się słyszeć po drugiej stronie telewizora...



Komentarze
Pokaż komentarze (15)