Codzienne transmisje z codziennych konwencji PiSu mogłyby znudzić, gdyby nie pan premier. Ogłosił dziś w Warszawie, że koalicja PO-LiD zagraża demokracji.
Nie ma wprawdzie takiej koalicji. Możliwe, że powstanie po wyborach, jeśli ich wynik będzie taki, jakiego się obawiam. Ale dziś liderzy LiDu i zwłaszcza PO odżegnują się od takiego aliansu. Jednak Jarosław Kaczyński wie lepiej.
Ta koalicja zmierza zdaniem premiera do władzy niekontrolowanej. Mówi to szef partii, która od dwóch lat ma premiera i prezydenta, odzyskała Krajową Radę RTV, Radę Polityki Pieniężnej itp. itd. Ale zdaniem Kaczyńskiego władza niekontrolowana to taka, która ma większość w Sejmie i w... mediach.
By dowieść, że media nie pełnią kontrolnej roli wobec PO i LiDu, premier podaje przykład Warszawy. Tu rządzi koalicja platformersko-lewicowa, a zdaniem Kaczyńskiego media milczą. Pytanie, które - bo np. w Wyborczej w ostatnich kilku tygodniach udało mi się bodaj czterokrotnie przeczytać ostre krytyki poczynań ratusza. Jeden z tekstów - na całą kolumnę - pod jednoznacznym tytułem oskarżał PO, że uprawia za Hanny Gronkiewicz-Waltz takież kolesiostwo, jakie sama zarzucała PiSowi.
Kampania ma swoje prawa, ale jak potem w domu spojrzeć w oczy swemu kotu?



Komentarze
Pokaż komentarze (95)