Do imprezy 40 godzin. Niektórzy już się zjeżdżają - tej nocy śpi u nas dziewięć osób. Jedna wszakże nie przyjechała na imprezę, lecz na dużo dłużej. Na razie się rozgląda, przyzwyczaja, szuka przytulnych zakątków. Zresztą dużo szybciej niż sądziłem.
Osoba ta nie należy do gatunku homo sapiens, choć swój rozum ma. Ma też swoje lata. Dokładnie dziesięć. Nie jest to wiek sprzyjający podróżom i rozpoczynaniu życia niemal od nowa. Ale w życiu G. tak się właśnie złożyło, że musiał opuścić swój dotychczasowy dom i minionego wieczoru zawitał do nas. Być może na długo, nawet na zawsze.
Zniósł to mężnie. Choć zawsze uchodził za dzikusa, niezbyt chętnego do pieszczot i w ogóle bratania się z ludźmi, nie schował się pod kanapę. Zwiedził mieszkanie, pozwolił się pogłaskać, zjadł, po czym ulokował się na starej drukarce.
Podczas imprezy uważajmy na G. Patrzmy też pod nogi :)
PS. Godz. 4.12 - G. rozpychał się na szafce w przedpokoju, aż zwalił drukarkę na podłogę. Pierwsze psoty za płoty :) Podziwiam go - nie uciekł, lecz tylko się rozglądał z lekkim niepokojem w oczach.



Komentarze
Pokaż komentarze (52)