Słuchając tego wszystkiego naprawdę można zwariować. Masz wrażenie, że uważają cię za durnia, któremu można wmówić wszystko - włącznie z tym, że sam jesteś sobie winny, że masz, na coś zasłużył. I ani śladu słowa - przepraszam.
To mogłoby być o kampanii wyborczej. Ale nie jest. To tylko krótka historia wyprawy po mojego syna, który lekcje w szkole miał dziś skończyć o 16.15. Córa kończyła dużo wcześniej i raczyła wrócić sama autobusem i metrem, choć zabiera to 100 minut.
Pod szkołą cicho i pustawo. Po kwadransie czekania dowiaduję się od pani woźnej, że klasa Vb została zwolniona z wuefu i wszyscy dawno sobie poszli. Komórka Tadzia oczywiście poza zasięgiem, bo służy celom tylko Tadziowi znanym.
W końcu - jest ślad! Piotrek, kolega Tadzia, podobno powiedział pani świetliczance, ta zaś - mamie Kacpra, kolegi Tadzia, mama zaś Kacpra - mnie, że Tadzio mówił, że jedzie do Jasia. Do którego telefonu nie mam, i o którym wszyscy wiedzą tylko, że zdaje się mieszka na osiedlu Zielona. Ruszam więc w tym kierunku i nagle, przy szosie Piaseczno -Konstancin, spotykam biegnącego, rozradowanego Tadzia.
Nie zadzwonił, nie wysłał SMSa od Jasia, bo to moja wina: rano tak go poganiałem, że zapomniał wziąć komórki. Koty bywają bardziej odpowiedzialne...



Komentarze
Pokaż komentarze (22)