Panu premierowi odbiło kompletnie. Nie mam i nie będę miał innych słów na określenie jego dzisiejszego występu. Na rzeszowskiej konwencji PiS Jarosław Kaczyński rzekł, że zwycięstwo wyborcze PO i LiDu to będzie nowy 13 grudnia 1981 roku.
Pan premier swoją tezę próbował uzasadnić. Nie przytoczę jednak jego argumentów, bo trzeba by dalej brnąć w tezy, których rozumem ogarnąć się nie da. Emocjami tak - ale wolę nie mówić, jakie emocje Jarosław Kaczyński we mnie teraz obudził.
Było ZOMO i Stasi, był totalitaryzm, Stalin i Hitler - wszystkie te absurdy ogłaszane były przynajmniej w niejako poetyckiej otoczce. Dziś premier odwołał się do czegoś wciąż konkretnie żyjącego w pamięci wielu z nas. Oświadczył, że jeśli nie wygra PiS, będzie to oznaczało wprowadzenie stanu wojennego. Przez kogo, panie premierze?
PS. 17.35 - znalazłem słowa Donalda Tuska, na które zwróciliście mi uwagę. Szef PO grzmiał na konwencji PO w Łodzi: - Od 2005 na polskich drogach zginęło blisko 13 tysięcy ludzi! - i parę zdań dalej: - Zastanówmy się, ilu Polaków uniknęłoby tragedii, gdyby dróg nie budował Polaczek czy inne ofermy z PiS-u.
Tak, tak. Jerzy Buzek mróz na bezdomnych nasyłał, a Jerzy Polaczek zastał super drogi i wszystko zepsuł. W kategorii idiotyzmów - pierwsza dziesiątka roku. Choć uprzedzając pytania oświadczam, że politycznie słowa Tuska oburzają mnie w mniejszym stopniu. Nie niosą tej rangi politycznego zarzutu co słowa JK.



Komentarze
Pokaż komentarze (276)