Ryszard Kalisz przed chwilą ogłosił z dumą, że Robert Smoktunowicz będzie znów walczył o mandat senatora, ale tym razem jako kandydat LiDu. Zapowiadałem to dość dawno - 12 dni temu, więc zaskoczenie jakby średnie. Bombowość Smoktunowicza każdy zaś musi ocenić indywidualnie. Dla mnie jest lekkośrednia.
O co zatem chodziło? Wszak nie o to, co Kalisz z dumą podkreślał - że na listach LiDu jest bardzo wielu znakomitych prawników (nawiasem mówiąc sami karniści, a to specjalność mało pomocna w tworzeniu prawa). Więc może o kasę?
Platformersi lekceważąc stratę Smoktunowicza twierdzą, że LiD liczy na jego pieniądze - ale się przeliczy, bo Smoktunowicz sfinansuje swoją kampanię, a na innych grosza nie da. Mozliwe. LiD raczej jednak liczy na przyciągnięcie lewicowej części elektoratu PO.
I tu kłopocik. LiD głosi, że liczne transfery z PiSu do PO i vice versa świadczą, iż między tymi partiami nie ma różnic. O czym zatem świadczy transfer z PO do SLD vel LiDu?
To już pewnie ostatni transfer wyborczy sensu stricto: w środę mija termin zgłaszania list kandydatów. Będzie zaś wciąż czas na transfery twarzy, jak dzisiejszy półakces Kazimierza Marcinkiewicza do PO. Półakces, bo były premier wciąż popiera też PiS.



Komentarze
Pokaż komentarze (48)