Ze dwie godziny przetrwało wrażenie, że PiS i PO łagodzą wzajemne ataki. Powstało, gdy premier wraz z Maciejem Płażyńskim zasugerowali ostrożnie, że POPiS wciąż się mieści w planach PiSu. Wkrótce potem PO uderzyła mocno w skądinąd nadmiernie radosny raport premiera o jego sukcesach. A może premier liczył na pochwały?
Może. W każdym razie mówiąc o perspektywach debaty w TV z Donaldem Tuskiem Jarosław Kaczyński porzucił hamulce: - Po co mam rozmawiać z pomocnikiem, skoro mogę rozmawiać z szefem - rzekł dodając, iż Tusk to dzis jedynie pomocnik Aleksandra Kwaśniewskiego. Choć może później pochyli się nad pomocnikiem.
Zwolennicy PiSu zaczną teraz dowodzić, że to nie epitet, lecz szczera prawda. Trudno się jednak dziwić, że PO uznała te słowa za wielce obraźliwe, choć wpisane w taktykę PiSu: zamachać marchewką, przyłożyć pałą - rzekł jeden z liderów Platformy.
Gdy zauważyłem, że PO przyłożyć też czasem potrafi, mruknął chyba coś w stylu: Bo tylko tak z nimi trzeba. Nie jestem pewien, nie dosłyszałem, on gdzieś się spieszył i mi uciekł. Jak to Platformers. Jak dla mnie, PiS pałą operuje dużo lepiej. Policjantów z charakteru nie lubię, ale jeśli już - wolę profesjonalistów...



Komentarze
Pokaż komentarze (110)