Znowu miałem wypadek: wpadłem na drzewo i mam wgnieciony przód. A brakowało parunastu metrów. Wcześniej zdawało mi się, że już kojarzę. Gdy o świcie zadzwonił budzik, niemal natychmiast prawidłowo zlokalizowałem górę i dół.
Stanąłem na nogi, zawiozłem Myszaki do szkoły, wróciłem przez korki do miasta, nawet trafiłem miejsce parkingowe bliżej niż kilometr od Sejmu. Mijając wewnętrzny parking sejmowy zapragnąłem przywitać się z ekipą Superstacji, która rankami zwykle lajfuje z parkingu właśnie. I wtedy, całkiem znienacka, drogę zastąpiło mi drzewo.
Trafiłem w nie czołem, więc zapewne wgniotłem sobie trochę płat przedni mózgu. Czy on za coś odpowiada? Nie wiem, bo znów zasypiam i żaden płat nie wydaje się działać. Zaraz muszę przemówić do narodu. Ot, poranne życie lajfowe genetycznej sowy.
Ale z tymi drzewami trzeba coś zrobić. Mógłby przeciw nim zaprotestować, dajmy na to, Gerhard Schroeder. Ale jemu antygazpromowe wątki w polskiej kampanii się nie podobają. Ot, malkontent. Środowisko, człowieku, środowisko!



Komentarze
Pokaż komentarze (12)