Wojciech Olejniczak na razie nieprawomocnie ma przeprosić Andrzeja Leppera za tezę, iż były wicepremier na to wszystko pozwalał, m.in. na śmierć Barbary Blidy. Jestem nieco zaskoczony. Zadowolony i zaniepokojony.
Zadowolony, bo wielokroć pisałem, co myślę o takiej demagogii: że Donald Tusk jest odpowiedzialny za wszystkie błędy III RP, choć nigdy nawet nie był w rządzie; że PiS ma na sumieniu 13 tysięcy ofiar wypadków drogowych lat 2005-2007, bo zaniedbał remonty dróg; że ABW zabiła minister Blidę, itp. itd. To stek abdurdów.
Zaniepokojony, bo to restrykcyjne, by nie rzec: cenzorskie orzeczenie. Wolno mi nie lubić takiej gadaniny polityków, ale to chyba jednak ich zbójeckie prawo w kampanii. Współodpowiedzialność polityczna, np. członków rządu, za decyzje rządu i nawet za ich skutki - to pojęcie niebezpiecznie elastyczne, ale to także nie czczy wymysł!
Od biedy mogę przyjąć, że sądowi wolno wyznaczać granice takiej odpowiedzialności. Ale nawet jeśli tak - to czy tym razem wyznaczone zostały prawidłowo? Czy starczy uznać, że Lepper jako wicepremier i minister rolnictwa nie mógł mieć więc wpływu na sprawę Blidy, bo nie leżało to w jego kompetencjach?
PS. Skoro ordynacja wyborcza w przepisach o skargach w trybie wyborczym (art. 91) raz mówi o orzeczeniu, raz zaś o postanowieniu - to co właściwie wydaje sąd na koniec postępowania?
PS2. 3 października - czas uzupełnić, że dwa dni później sąd II instancji prawie podtrzymał decyzję. Prawie, bo Olejniczak nie musi przepraszać, dostał tylko zakaz rozpowszechniania swojej tezy...



Komentarze
Pokaż komentarze (31)