Za chwilę debata K-K, a ja wspominam wczorajszą konwencję PiSu. Kto widział i gdzie? W TVP3? W TVN24? Wiem, wszystko jedno. Ten sam obraz, ten sam montaż. Gdy premier na bliskim planie, to w obu stacjach. Gdy wiwatujące tłumy - tak samo. Kamery i wóz transmisyjny ze stołem mikserskim wynajęli organizatorzy.
Mediom zaproponowali: nasz sygnał albo nic. To nie pierwszy raz: PiS stosuje tę metodę już od konwencji w Białymstoku przed tygodniem. TVN24 zrazu odmówił transmisji. Czemu się ugiął? Zapewne uznał, że widz jest ważniejszy, a badania (i nasze, i ichnie) dowodzą, iż Polacy wolą przydługie i nudnawe transmisje live od dziennikarskich omówień czy montażu najważniejszych wypowiedzi. Nie ufają.
TVP3 "ugięła się" już wcześniej, bo to dla niej też konieczność techniczna. Konkurencja dostała w tym roku kilka nowych wozów i dystansuje nas już nie trzykrotnie, lecz... szkoda gadać. Wielokamerowego wozu, którym można obsłużyć nie tylko konferencję prasową, ale np. konwencję wyborczą czy mecz piłkarski, TVP3 nie ma wcale. Partie pewnie o tym wiedzą, bo PiS ma już naśladowców. Transmisję swej niedzielnej konferencji zaoferował SLD. Tyle, że nie stawiał warunku Nasz sygnał albo nic, więc TVN24 wolała postawić własne kamery.
Wynajęcie wielokamerowego wozu na dzień to ponoć 30 do 70 tys. zł. Partiom może się opłacić. Ale czemu PiS nie zgadza się na obce kamery? Podczas konwencji, gdy premier przemawia z wysokiej mównicy, nie grozi raczej pokazanie go w sposób "niekorzystny". Zdarzyło się za to coś innego: w niedzielę obraz z wynajętych przez PiS kamer szwankował jak nigdy. Zamiast Jarosława Kaczyńskiego na ekranie był kontur blondyna przypominającego Barneya z Jaskiniowców.
Chciałem się dowiedzieć, dlaczego, ale bezskutecznie. Adam Bielan wyjechał na Ukrainę, a zastępujący go wiceszef sztabu PiSu poseł Tomasz Dudziński udawał zaskoczonego. Oświadczył mi, że nie ma pojęcia, kto to wymyślił i on zamierza to wyjaśnić na najbliższym posiedzeniu sztabu. Czekam zatem na efekty.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)