Pierwszy raz w życiu byłem na karaoke. Już wiem, że to fajna zabawa, ale dość drogo wychodzi. Bacha, którą część z Was zna już z salonowych imprez u nas - śpiewa pięknie, ale wymaga dopingu. Doprowadzenie jej do zawycia po raz pierwszy kosztowało (wraz z kosztami towarzyszącymi) jakieś 40 zł. Wszakże warto było, bo jak Bacha zawyła Gdzie ci mężczyźni, to Rinn Danuta niech się schowa, bo wymięka i tyle.
Aby zaś sprawić, żeśmy z Bachą zawyli razem, musieliśmy potem w kilkuosobowe towarzystwo zainwestować jeszcze z dwa razy tyle. I już podobno bez tak znakomitego efektu, bo moja K. twierdziła potem, że Stairway to heaven niezupełnie mi się udało, a co gorsza słychać mnie było bardziej niż Bachę.
Trudno. Śpiewać każdy może. Nie każdy tak jak facet na zdjęciu obok - nie znam go, ale zakasował wszystkich. Jak widać, włożył w to spore emocje. Chyba łamię ustawę o ochronie danych czy też prywatność wiuzerunku, ale chwalę człowieka, więc może mnie nie zaskarży ;)



Komentarze
Pokaż komentarze (23)