Niespodziewana zmiana stanowiska PiSu: Jarosław Kaczyński godzi się na debatę TV z Donaldem Tuskiem. To zaś automatycznie oznacza, że dojdzie też do debaty Tusk - Aleksander Kwaśniewski. Nie wiem, co sprawiło, że premier uznał, iż nie powiódł się manewr marginalizacji Platformy. Może uważa, że trzymał szefa PO na dystans dość długo, by zmusić go do przyjęcia postawy petenta proszącego o prawo do debaty z Kaczyńskim, co daje premierowi psychologiczną przewagę.
Kwaśniewskiemu teraz trudno o pretekst, by odmówić debaty z Tuskiem (3 dni temu twierdził, że na razie żadnych nowych debat nie planuje). Wątpię natomiast, by dojść mogło do debaty trzech liderów naraz: byłaby mniej telewizyjna, mniej atrakcyjna, a przede wszystkim bardziej bezładna niż debata 1 na 1, więc cała trójka mogłaby na tym stracić, niechcący promując w ten sposób... nieobecnych.
Ci, czyli partie spoza wielkiej trójki, mają teraz jednak powód do płaczu. Szanse na to, by ich liderzy też zaistnieli w debatach telewizyjnych, zmalały niemal do zera. Ale wolę się nie zakładać, bo może premier za chwilę zechce spotykać się z każdym, jeśli w sondażach zobaczy dowód, że debaty są dla niego korzystne.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)