Reporter polityczny i analityk sceny bojkotowany przez szefa jednej z głównych partii nie jest w stanie normalnie pracować. A ja znalazłem się w takiej sytuacji. Dziś Donald Tusk po raz czwarty w ostatnich tygodniach zakończył konferencję w chwili, gdy próbowałem mu zadać pytanie. Niektórzy z Was to zauważyli.
Donald nigdzie się tak znowu nie spieszył. Odpowiedział na około 20 pytań radiowców, którzy stali najbliżej. Zadawali pytania na bezdechu Tuska, choć innych za to zawsze strofują, bo może to "zepsuć setkę". Coś o tym wiem, też byłem radiowcem.
Nie chciałem się wciąć w słowo, otwierałem usta kilkanaście razy, ze trzy razy wypsnęła mi się pierwsza sylaba. Bezskutecznie. Tusk odszedł, gdy zacząłem zadawać swoje pytanie, zresztą przekrzykując się z dziewczyną z TVN24, która też wcześniej nic nie zdziałała. Tyle, że dla niej był to pierwszy raz, dla mnie niestety - reguła.
Tusk odmaszerował, ale 25 metrów dalej zatrzymał się na korytarzu, by udzielić ad hoc krótkiego wywiadu jakiejś telewizji. I na to miał więc czas. Dla nas, dla mnie - nie.
Dodam, czego nie wiecie, a co teraz ogłoszę publicznie, że szef PO regularnie odrzuca też - osobiście lub przez pośrednika - zaproszenia przed sejmową kamerę TVP3, gdy to ja te zaproszenia wystosowuję. Innym się czasem jakoś udaje.
Pośrednikiem tym jest pracownik klubu, który za swą misję uważa najwyraźniej obronę Tuska przed mą skromną osobą. Gdy dziś przed konferencją chciałem na korytarzu zapytać Tuska o pewien drobiazg z ordynacji wyborczej, oburzył się nie tylko Tusk. Pan asystent ze zgrozą w oczach odepchnął mnie, a gdy potem próbowałem wyjaśnić sytuację, rzekł: Kompletnie pana nie rozumiem. Tak! Pan pracujący w polityce dziwi się, że dziennikarz próbuje zadać politykowi pytanie.
Nie złamałem żadnej reguły. Tusk nigdy nie ogłosił, że wyprasza sobie łapanie za rękaw na korytarzu. Innym nie odmawia. W takich samych okolicznościach bez problemu przepytałem dziś w sprawie ordynacji prawie tuzin innych posłów, w tym jednego ministra i jednego sekretarza generalnego partii. Dla nich nie była to ujma.
Pytanie, które chciałem zadać na konferencji, było oczywiście innej natury. Zresztą - wszystko jedno. Nie wiem, co sądzić o postawie Tuska. Wiem, że mam go chwilowo dość, ale nie mogę sobie na taką postawę pozwolić. Tylko dlaczego on sobie pozwala?
Może ktoś z wyższych funkcjonariuszy Platformy zechce to przeczytać i przypomnieć Tuskowi, że zasady w stosunkach politycy-media obowiązują obie strony.



Komentarze
Pokaż komentarze (214)