Wszyscy chyba wiedzą, że w Brukseli jest Maneken Pis. O, przepraszam, Maneken PO. Ale kto wiedział - ja nie - że mieszka tam też Archimedes? Który od czasu do czasu, a ostatnio coraz częściej, wyskakuje ze swej wanny w siedzibie Komisji Europejskiej, by puścić się pędem przez miasto z okrzykiem: Eureka! Komórki! Roaming!
Pół roku temu pisałem o tym, jak KE przez 10 lat obniżała ceny w roamingu. Zaś latem - o tym, co w komórkach zrozumiała, a czego nie. I tak zbyt optymistycznie, bo wbrew pierwotnym założeniom Bruksela cen esemesów do dyrektywy nie wpisała.
Dziś Archimedes znowu się kąpał. I znowu go wyparło. Jak dobrze pójdzie, około roku 2016 ujrzymy dyrektywę nakazującą obniżyć ceny transferu danych w roamingu do, powiedzmy, jednego euro za megabajt. Dziś może się to wydać zbawienne, bo wszak za megabajt łatwo w roamingu zapłacić dziesięć, a nawet 50 euro!
Ale lata miną. Przeciętny obrazek w sieci przed 10 laty ważył może 15 kilobajtów. Dziś waży 150, 300, czasem 500. Niedługo normą będą obrazki w rozdzielczości rzędu 16 megapixeli, ważące w średniej kompresji jpg jakieś trzy megabajty. Trzy euro...
A komisja i tak czegoś nie zauważy. Jak zdefiniuje transfer danych? Pewnie tak, że się np. MMSy nie załapią. Bo zwykle to osobna pozycja cennika, choć zarazem zwyczajny transfer danych. Zresztą w sieciach GSM/UMTS, a więc cyfrowych, wszystko jest transferem danych: rozmowa, SMS, MMS, streaming video. Na 2025 KE zapowie więc z dumą nową dyrektywę. W międzyczasie komórki jako takie przestaną istnieć. Ale Archimedes będzie się miał dobrze, bo w roku 2033 to odkryje.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)