Dzień obserwuję z łóżka, z krzesła przy kompie i z balkonu. Wszystko jedno, bo i to, co na dworze, i to, co w telewizorze (rym jak rym, bywały lepsze) - przypomina zły sen. Pogoda, kampania, i inne elementy programu dnia.
Gdy słyszę, jak Donald Tusk po raz kolejny, tym razem w długim wykładzie przekuwa drogowe morderstwa PiS w platformerski oręż wyborczy, czuję się, jakby w drugiej dobie mało udanej imprezy ktoś siłą chciał mnie napoić ciepłym piwem.
Gdy pan premier i pani minister finansów znów cytują wyniki gospodarcze ostatnich lat i przekuwają je w pisowski oręż wyborczy, ten ktoś wlewa we mnie to piwo.
Gdy czytam kolejny sondaż, którego wyniki mają się do poprzednich jak pięść do nosa i nikt nie próbuje o tym podyskutować - nie mogę napisać, co czuję.
Wiem za to, o czym chcę napisać. O tramwajach. No to do roboty...



Komentarze
Pokaż komentarze (8)