Przywalić, byle szybko, łatwo i przyjemnie. Zwłaszcza w kampanii wyborczej. Komu się da i za cokolwiek. Nawinął się Günter Grass, przyłożyło mu gdańskie PiS. Nawinęło się gdańskie PiS, przykłada mu teraz, kto żyw. Także w Salonie24.
Próbowałem polemizować w formie komentarzy, ale palce mi się zmęczyły. Rzecz nie jest wagi pierwszoplanowej, jednak zamanifestuję swoje przekonania w tej mierze w formie osobnego postu. Otóż żenuje mnie zarówno akcja Jacka Kurskiego przeciw wizycie Grassa, jak i większość ataków na Kurskiego z tego powodu. Jednak bardziej te ostatnie, gdyż najczęściej opierają się na fałszu.
Gdański PiS zarzut wobec Grassa uczyniło nie z samego faktu wcielenia go do Waffen SS, lecz z tego, iż pisarz przez 60 lat to wcielenie ukrywał. Zarzut to prawdziwy i słuszny. Moim zdaniem absolutnie nie przekreśla dokonań Grassa, ale trudno zaprzeczyć, że jest rysą na pomniku pisarza i autorytetu moralnego.
Czy cały świat w kampanii musi być zerojedynkowy? Czy szlag trafił odcienie szarości?



Komentarze
Pokaż komentarze (124)