Były prezydent znów miał kłopoty z wysłowieniem się. Zapytany w Szczecinie, czy pił, Aleksander Kwaśniewski odparł z trudem, że wpływa na to nie alkohol, lecz leki.
Do kłopotów z dykcją, a nawet z zachowaniem pionu, pan prezydent już nas dawno przyzwyczaił. Z drugiej strony trudno rzec, że to dla niego stan typowy podczas jego publicznych wystąpień. Przeciwnie, zapewne gdzieś w 97 na 100 przypadków może być Kwaśniewski dla wielu polityków niemal wzorem gramatycznej poprawności wypowiedzi i panowania nad aparatem mowy. Tak było choćby zaledwie przed tygodniem, gdy pod tymi względami na pewno nie przegrał debaty z premierem.
Po niedawnym występie na Ukrainie nie krył, że wypił, ba - usiłował to nawet przekuć w swój sukces, a LiD podchwyciła hasło Mordo ty moja jako własne. Nie wiem, czy sprawa jest na tyle ważna, by o niej publicznie debatować, ale parę pytań uparcie mi chodzi po głowie: czy i dziś w Szczecinie Kwaśniewski po prostu sobie wypił? Czy to nie za często jak na człowieka będącego twarzą kampanii politycznej siły nr 3?
Jeśli wypił - czemu tym razem nie chciał się przyznać? Bo Szczecin to nie Ukraina, bo tu bez wodki razbieriosz? A jeśli nie skłamał - jakie leki aż tak zaburzają mu dykcję? Zdaniem mojej kochanej K. musiałyby to być silne psychotropy. Jeśli tak - czy mamy prawo wiedzieć, co dzieje się z człowiekiem, który sam mówi publicznie, że jest gotów zostać premierem? Czy może się czepiam?



Komentarze
Pokaż komentarze (106)