Pewna stacja telewizyjna, której z litości tu nie nazwę, dała dziś w newsach obszerny materiał ze Szczecina - o szkole, w której, o sensacjo, zachowanie uczniów ocenia się punktami. I to na podstawie taryfikatora - załącznika do umowy szkoły z uczniami.
Dziennikarstwo to dziś zawód dla młodych. Autor dzieci pewnie jeszcze nie ma. Gdyby miał, pewnie by wiedział, że ten sensacyjny eksperyment prowadzą od 3 lat tuziny szkół. W przyszłym roku szkolnym tak ma być wszędzie, z mocy ustawy!
Moje dzieci chodzą do takiej szkoły i oceniane są od dawna w tym systemie. Basia ma się świetnie, bo wie, jak zarobić parę punktów niewielkim wysiłkiem. Tadzik bywał już na minusie, choć 1 września każdy zaczyna z kapitałem stu punktów. Ujemne łapie za naruszenie kontraktu - od biegania na przerwie po chamstwo na lekcji - dodatnie zaś za dobre uczynki w bibliotece, pomoc pani woźnej itd., ale dopiero, gdy trwoga.
Jestem daleki od uogólnień o nauczycielach, ale uzasadnienie tej idei mnie nieco przeraża. Otóż chodzi o ulżenie im w pracy. W dotychczasowym systemie muszą oni za każdy przejaw złego zachowania wpisać uwagę w dzienniczku. Teoretycznie musi ona zawierać opis owego zachowania. Teraz po prostu ogłaszają jak w Hogwarcie: minus trzy punkty. Gotowe. Bez dyskusji. Za co? Za naruszenie regulaminu.
Zaczyna się przeliczanie: jak bardzo złe jest skrzywdzenie kolegi, np. pobicie go, zniszczenie jego telefonu? Taryfikator daje łatwą odpowiedź, obliczyć kurs wymiany takich czynów na dwu- lub trzykrotne posprzątanie pracowni chemicznej nie przekracza możliwości żadnego z uczniów. Przeliczają więc i wyciągają wnioski.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)