Umówiliśmy się. My, to znaczy Bacha (na imprezie tej nocy zapowiedziała, że zakłada bloga), Galopujący Major, moja kochana K. i ja. Spotkamy się w czwartek w tygodniu powyborczym, żeby pośpiewać. Chodzi o karaoke.
Gdyśmy udali się niedawno z K. i Bachą (a dla mnie był to pierwszy raz), wpisał się pod postem Major i przechwalał się, że śpiewa bez dopingu. Sprawdzimy! Na urodzinowej imprezie Salonu24 ustaliliśmy, że najbliższy strawny dla nas termin nadarzy się dopiero po wyborach: czwartek, 25 października. A więc pewnie w nowej rzeczywistości ;)
Za radą Bachy, która zna wszystkie knajpy w Warszawie i najwyższy czas, aby wzięła się za pisanie przewodnika - idziemy do knajpy zwanej Toro, bo tam ponoć karaoke najlepsze w Warszawie i gdy się już zacznie o 21.00, to leci non-stop. Kto chce wyć z nami, niech się zjawi, Bacha na wszelki wypadek zarezerwuje parę stolików.
Toro to podobno dość znany (nie mnie, bo rzadko chadzam po knajpach), gejowski klub w Warszawie tuż koło pl. Unii Lubelskiej. Formalny adres: Marszałkowska 3/5, ale wejście od ul. Zoli, w bramę i w lewo (vis-à-vis, po prawej, mieści się inny klub, The Palace). Ponieważ Major jest zapewne wyjątkiem, a normalny człowiek nie wyje bez dopingu, umówiliśmy się już na 20.00. I będziemy, choćby się waliło i paliło :)
PS. Dla wygody organizacyjnej, wybierających się proszę, by w miarę możliwości dali znać mailem, to pomoże oszacować, czy zamawiać dwa, trzy, czy pięć stolików ;) **Uwaga! Organizatorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za szkody psychiczne, fizyczne lub jakiekolwiek inne, mogące być wynikiem słuchania śpiewającego po kilku piwach Leskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (28)