Wciąż zdaje mi się, że kampania właśnie się zaczęła, że jeszcze mnóstwo się wydarzy, a wiele - wyjaśni. A przecież za tydzień i godzinę będziemy już wyczekiwać pierwszego exit polla! W ostatni przedwyboczy weekend ośrodki badawcze uraczyły nas garścią sondaży tak doskonale ze sobą sprzecznych, że na zwycięstwo wyborcze wciąż liczyć może nawet Partia Kobiet. Z dokładnością do błędu statystycznego.
Dziś wiem tylko jedno: że pójdę, zagłosuję. Wszak moja kochana K., choć - tak jak ja - targana wątpliwościami i niechęcią do całej sceny - poszła karnie po zaświadczenie, na podstawie którego będzie mogła zagłosować z dala od miejsca stałego zameldowania. Moje nieco zdziwione spojrzenie skomentowała: - Żeby mieć prawo krytykowania.
Przypomniała mi rzecz oczywistą, która jakoś ostatnio znikała mi jednak z pola widzenia - gdy publicznie rozważałem swoją pierwszą po 1989 absencję wyborczą. Pójdę, pójdę - jasne, że pójdę, ryżu gotować nie będę, dowodu Babci nie schowam. Tyle, że będę miał zapewne niską satysfakcję z oddanego głosu. Ktokolwiek go dostanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (79)