O znaczącej reformie służby zdrowia znów trzeba zapomnieć. To oczywiście nie tylko efekt wyborczej konferencji CBA, ale postawiła ona kropkę nad i. Nic się nie zmieni.
Próbując odwrócić efekt konferencji, Donald Tusk grzmiał po południu na konwencji PO: - Płacicie składki, należą się wam bezpłatne usługi i je dostaniecie! Swoje pararynkowe plany wobec służby zdrowia PO porzuciła dawno, ale teraz trudno ufać, że może rychło do nich wrócić. Kombinowała, kluczyła, aż sama się zaplątała.
PiS miewał różne etapy myślenia o służbie zdrowia, a wiceminister Bolesław Piecha rozważał nawet prywatyzację. Ale gdy sprawy robiły się głośne, wkraczał premier, by zapewnić, że nie ma mowy nawet o symbolicznej odpłatności za usługi. Dziś sprzeciw wobec wszelkich mechanizmów rynkowych w służbie zdrowia stał się wręcz jednym ze sztandarów kampanii PiSu, więc nie ma o czym gadać.
LiD, PSL, LPR, Samoobrona, Partia Pracy, Partia Kobiet - tu każda wzmianka o czymś pachnącym rynkiem to herezja. UPR w łonie komitetu LPR taktownie milczy. Czekają nas więc kolejne lata podwyżek składki, protestów białych kitli, bałaganu, niemocy.
Gdy pamięć o kampanii uciechnie, może na półmetku kadencji pojawi się dyskusja, co z tym zrobić. Potrwa rok. Potem zbyt blisko będą kolejne wybory i znów nadejdzie czas kłótni, kto chce prywatyzować i pozbawić Polaków opieki. I tak w kółko.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)